"Nikt nie może was powstrzymywać od głoszenia Ewangelii, bo wszyscy jej potrzebujemy, aby dobrze żyć i być szczęśliwym. (...) Bóg jest większy od naszej przeciętności, dajmy się Mu przyciągnąć! Zaufajmy Jego Opatrzności” – Leon XIV, 17 czerwca 2025r.
Ponieważ i tak mało kto czyta moją stronę :) postanowiłem trochę pofilozofować nad akcją i reakcją na kampanię "Konkubinat to grzech". Jasne - hasło zawiera pewne uogólnienia, krytyka jednak poszła chyba w kierunku "czepiackim" albo "inteligentny jak ja tak by nie postąpił". Innym już wstyd - za co nie wiadomo - ale na wszelki wypadek - jakby ktoś poczuł się urażony - już przepraszają Miałem się to tego nie ustosunkowywać, ale ponieważ już drugi dzień opiniotwórcze katolickie strony podtrzymują temat, to stwierdziłem, że sam wyłuskam kilka argumentów każdej ze stron.
Konkubinat (słownik PWN pod red. W. Doroszewskiego) "trwałe pożycie mężczyzny z kobietą bez zawarcia związku małżeńskiego”. I takie jest najczęstsze potoczne rozumienie tego słowa. Zatem mianem konkubinatu określa się związek kobiety i mężczyzny żyjących razem jak mąż z żoną, którzy jednak nie decydują z jakiś przyczyn się na zawarcie związku małżeńskiego. Konkubinat bywa również nazywany związkiem nieformalnym lub wolnym albo "na kocią łapę".
Jak na to patrzy Kościół? Warto przeczytać Katechizm Kościoła Katolickiego nr 2390: "Wolny związek ma miejsce wówczas, gdy mężczyzna i kobieta odmawiają nadania formy prawnej i publicznej współżyciu zakładającemu intymność płciową. Określenie to jest zwodnicze: Co może oznaczać związek, w którym osoby nie podejmują zobowiązań wobec siebie i dają w ten sposób wyraz brakowi zaufania w odniesieniu do drugiej osoby, do samej siebie lub do przyszłości? Określenie "wolny związek" odnosi się do różnych sytuacji, takich jak: konkubinat, odmowa małżeństwa jako takiego, niezdolność do podjęcia trwałych i ostatecznych zobowiązań. Wszystkie te sytuacje znieważają godność małżeństwa; niszczą samo pojęcie rodziny; osłabiają znaczenie wierności. Są one sprzeczne z prawem moralnym. Akt płciowy powinien mieć miejsce wyłącznie w małżeństwie; poza nim stanowi zawsze grzech ciężki i wyklucza z Komunii sakramentalnej". Zatem w rozumieniu Kościoła to "trwałe pożycie mężczyzny z kobietą bez zawarcia związku małżeńskiego", jest grzechem w sposób nie wymagający nawet tłumaczenia. Chodzi o trwałe życie w stanie grzechu uniemożliwiające np. uzyskanie rozgrzeszenia.
Pierwszy argument podnoszony przeciw bilbordom: "bo to nie jest przekaz Dobrej Nowiny - czyli nie jest to ewangelizacja". Jak dla mnie taka argumentacja jest ponad głowami. Jasne - ewangelizacja jest na początku - jest koniecznym fundamentem - ale nie wyczerpuje całego przesłania Kościoła. To tak jakby zastanawiać się dlaczego jednocześnie może być zimno i wilgotno. W tej argumentacji, że to "fatalna forma ewangelizacji", świadomie lub nie, ignoruje się prosty fakt, że celem tej kampanii, o której odpowiedzialni za KODR mówią jasnym tekstem, nie była ewangelizacja, ale pobudzenie wierzących do wielkopostnej refleksji nad - w tym wypadku - grzechem życia w konkubinacie. Element katechezy i związane z tym wezwanie do powrotu do pierwotnej miłości jest równie ważne. Inaczej należałoby dość pokaźny fragment z Apokalipsy wykorektorować. Bóg w biblii wielokrotnie wzywa do nawrócenia, bo wie, że grzech (zło) nigdy nie da człowiekowi ani szczęścia ani wolności.
Argument drugi podnoszony przeciw akcji: "To nie jest najważniejszy problem Kościoła, to dopiero 6 przykazanie" - racja - może i nie najważniejszy, ale jeśli jest to problem, to nie ma co zamiatać go pod dywan. To nie jest droga to rozwiązywania problemów. A że jest to problem - widzę w rozmowie z młodymi ludźmi albo narzeczonymi. Często wychodzi przez przypadek jako zatajony grzech - czasem na kolędzie jako oczywista oczywistość więc co się ksiądz czepia - czasem jako norma (no co ks zrobi, teraz wszyscy tak żyją) - i naprawdę bardzo rzadka jest taka sytuacja, że nie jest to wybór związany z grzechem - nie jest tak jakby chciał p. Hołownia, że normą jest mieszkanie jak brat z siostrą, a tylko od czasu do czasu przykleja się cudzołóstwo. Jest to problem niewiary - kiedy taki stan rzeczy już nas nie rusza - aż do postawy "komunia nam się należy, Kościół powinien zmienić swoje nauczanie" - fakt z niedawnej rozmowy z młodym chłopakiem. Ja zakładam dobrą wolę człowieka. Wiec traktuję tę akcję jako informacyjną, bo spotykam ludzi (młodych) którzy nie wiedzą, że jest to grzech (albo wiedzieć nie chcą). Czasem tylko dlatego nie żyją w konkubinacie, bo nie mają takiej możliwości, w rozmowie natomiast jasno deklarują, że bez wahania zamieszkaliby razem. I nie zamieszkanie wyczerpuje temat - często notoryczne łamanie 6 przykazania nawet jeśli nie mieszkają razem a tylko się regularnie "odwiedzają" jest de facto konkubinatem (może nie w prawnym ale praktycznym znaczeniu).
Nota bene - większość seriali - w tym polskich - włożyło wiele wysiłku, aby ludzi przekonać, że to norma. Więc jeśli taki głos zaistniał, to wg mnie dobrze. Skoro nie przeszkadza nam propagowanie konkubinatów w TV - bo nie słyszałem głosów oburzenia dzisiejszych kontestatorów akcji wobec propagowanych w TV postaw - może warto zamiast klakierować pomodlić się do Ducha Świętego, żeby pod takim plakatem, ktoś postanowił wrócić do Boga. Skoro po rekolekcjach ktoś idzie do spowiedzi po kilkunastu latach, to czy plakat nie może nim wstrząsnąć. Może to naiwne myślenie, ale nie jest ewangeliczną postawą obojętność na los grzesznika.
Argument trzeci: "Kościół krytykuje a wcale nie jest lepszy - pedofilia, chciwość ... ci co wytykają innym grzech, robią to dlatego, żeby odwrócić uwagę od siebie". Kłania się logika. A jak dodamy argument: "mówienie o złu to straszenie, wpędzanie w poczucie winy, rzucanie kamieniami, odciąganie od Kościoła i Jezusa" - taaaa - i trzeba jeszcze dodać "a skąd mają na to pieniądze!". Przypisywanie komuś złych intencji to naprawdę poniżej dobrego smaku. Pomijam rażące w artykułach słownictwo np. "z walącym po oczach" - nie ważne wtedy co, złe bo wali po oczach - "katolicka konserwa" (p. redaktor zdobywa nagrodę tygodnia) szczególnie jak nie rozumie co kryje się pod określeniem konkubinat (wystarczyło wpisać to słowo w google, aby wiedzieć, że nie chodzi o mieszkanie dwóch studentów w jednym pokoju)i jak stara się ośmieszyć prosty przekaz. Wygodnie na wstępie punktować biskupów za sprzeciw przeciw tzw. konwencji przemocowej - można przecież powiedzieć, że właśnie są ważniejsze problemy. Jakby zapominało się, że grzech jest zawsze złem - zawsze niszczy ( zob "Psycholodzy włączają się do międzysynodalnej debaty, ostrzegają przed lekceważeniem konkubinatów"). Wg autorów problemy realne są gdzie indziej - hmm czyli konkubinat to taki problem nierealny? Warto przypomnieć, że każda katastrofa to często pasmo występujących po sobie małych problemów.
Albo zdanie "... bo wtedy należałoby uznać za grzeszników współlokatorów, studentów w akademiku, albo zakonnych kleryków w podwójnych celach" - jak dla mnie strzał w płot. Szukanie dziury w całym. Jasne jest, że jak ktoś pisze "konkubinat" to myśli o relacji kwazi małżeńskiej a nie, że ktoś zajmuje tą samą przestrzeń. Ja wpisując konkubinat w google nie znalazłem innego odniesienia. Dla mnie p. redaktor złośliwie czepia się szczególiku. A jak w akademikach mieszkają jak mąż z żoną to i kadr. Glemp przypominał, że traktuje się ich jak żyjących w konkubinacie. Myślę, że każdy z odrobiną dobrej woli wie o co chodzi a nie czepia się słówek.
Na koniec dobrze jest wybrać wygodny fragment z Biblii, jak np. drugi syn z przypowieści o synu marnotrawnym - wybiórczo go zinterpretować i uderzyć nim w tzw. "zaangażowanych katolików“ - jak nie pomoże dobić faryzeuszem i zamknąć usta, że nie tak zachowuje się Jezus.
Przypomina mi się dowcip:
Niedaleko małej parafii, zbudowanej przy drodze, stoją rabin i ksiądz.
Piszą na tablicy wielkimi literami:
"KONIEC JEST BLISKI, ZAWRÓĆ NIM BĘDZIE ZA PÓŹNO!"
W chwili, gdy piszą ostatnią literę, zatrzymuje się samochód.
Wychodzi kierowca i krzyczy:
- Zostawcie nas w spokoju. Wy religijni fanatycy!
Wsiada z powrotem do samochodu. Odjeżdża.
Po chwili słychać wielki huk i trzask...
Duchowni patrzą na siebie i ksiądz mówi:
- Eeee... może po prostu napisać "Most jest zniszczony!". Co?
Ta awantura medialno-katolicka jest jakimś zgrzytem dzisiejszą i wczorajszą Ewangelią (J 15,9-17, Łk 16,19-31). Wczoraj było o przykazaniu miłości, abyśmy się tak miłowali jak kocha nas Jezus i że jesteśmy Jego przyjaciółmi. Dziś mamy bogacza lądującego w piekle. A my o słowach, opiniach, racjach a nie o człowieku i jego zbawieniu. Może warto sięgnąć do psalmu: "Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek, bo serie napomina mnie nawet nocą. Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy, On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje. Ty ścieżkę życia mi ukażesz,
pełnię Twojej radości i wieczną rozkosz po Twojej prawicy." (Ps 16,1-2.5.7-8.11).
Zachęcam również do zapoznania się z mądrą wypowiedzią ks. Wojciecha Węgrzyniaka - http://wegrzyniak.com/.../1460-jeszcze-raz-o-billboardzie - osobiście myślę, że zanim pójdziemy w kategoryczne osądy watro przytemperować pierwsze emocje - chyba tu należałoby też szukać aż tak nieprzychylnych opinii nt. bilbordów. Aha - to przytemperowanie najlepiej połączyć z modlitwą, Słowem i przewiewem Ducha.
Kto wypowiedział się w tej przeciw akcji - pomijam autorytety piszące na fb (oraz oazowiczów na grupie - ci dopiero potrafią marudzić)::
Szukam głosów za (choć wiele jest w komentarzach pod powyższymi argumentami - tylko to głosy czytelników a nie środowisk opiniotwórczych):
A jeśli ktoś nie wierzy, że konkubinaty są problemem, niech w google wpisze frazę i poczyta wypowiedzi na różnych forach. Szczególnie wypowiedzi osób, które żalą się, że nie otrzymały rozgrzeszenia.
Ponawiam moje ps: "Kurcze - dlaczego ja nie jestem tak "inteligentny i mądry", żeby zrozumieć zawiłości umysłu osób, które tłumaczą w sieci, dlaczego takich plakatów wieszać nie wolno. Może to dlatego, że nie czuję więzi albo nie jestem członkiem jedynie oświeconego zakonu czy towarzystwa albo nie myślę powszechnie - może to znak - za późno na głębsze zamyślenie - jeszcze mi żyłka pęknie. Na szczęście można też przeczytać w sieci głos rozsądku a nie histerii. Znacznie bardziej cenię taki głos w sieci, który pisze co myśli zamiast co myśleć."
Warto przypomnieć też akcję "Wierność jest sexy!"
Zakończę prosto :) keep calm and pomódl się do Ducha Świętego, zamiast wzbudzać histerie.
|
|
Prośba! :) Zbieram i kolekcjonuję [->] stare modlitewniki (sprzed II Soboru Watykańskiego) [- Modlitewnik ->]. Lubię się z nich modlić. Warto do nich sięgać. [->] Masz taki i nie wiesz co z nim zrobić? Jeśli chcesz, aby modlitewnik trafił w dobre ręce, albo chcesz sprawić mi radość, to skontaktuj się ze mną i zwyczajnie przyślij mi go. :) Będę bardzo wdzięczy. A dodatkowo zawartość modlitewnika wzbogaci mój dział modlitw na stronie i może ktoś jeszcze skorzysta.
|

Profil katolickich duchownych.
więcej w zakładce: "Kapłaństwo" oraz "Strony i blogi księży".
Odwiedza nas 149 gości oraz 0 użytkowników.
|
Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania materiałów znajdujących się na tmoch.net (szczególnie autorskich grafik i fotografii) bez zgody właściciela witryny. Niniejsza witryna jest w ciągłym rozwoju; strony są dodawane, modyfikowane i... czasami niektóre usuwane. Czasem pozwalam sobie modyfikować, poprawiać bądź uaktualniać już istniejące notki. Taki już jestem :) Aby wesprzeć dzieło ewangelizacyjne "tmoch.net", zobacz zakładkę "wsparcie" [->]. |
|||||||
| |