"Nikt nie może was powstrzymywać od głoszenia Ewangelii, bo wszyscy jej potrzebujemy, aby dobrze żyć i być szczęśliwym. (...) Bóg jest większy od naszej przeciętności, dajmy się Mu przyciągnąć! Zaufajmy Jego Opatrzności” – Leon XIV, 17 czerwca 2025r.

Triduum Paschalne - tłumacząc dokładnie Trzy Dni Przejścia. A mówiąc bardzo precyzyjnie Trzy Noce Przejścia. Przed nami trzy noce: - noc ciemnicy, - noc grobu, - i wielka noc Zmartwychwstania. Liturgia Triduum Paschalnego tworzy jedną całość. Liturgia Wielkiego Czwartku ma początek ale nie ma zakończenia. Liturgia Wielkiego Piątku nie ma ani początku ani końca. Liturgia Wigilii Paschalnej nie ma początku ale ma już zakończenie. Triduum Paschalne to jedna całość.

Pomoc w owocnym przeżyciu Triduum Paschalnego.
[więcej w zakładce tematycznej na boku strony
-> ]
Serwis pomagający przeżyć (zrozumieć) ten święty czas: https://triduum.liturgia.pl/
Modlitwy ze starych modlitewników:
[Modlitewnik pasyjny na Wielki Post.] i [Modlitewnik pasyjno-paschalny.] -> [Zegar Męki Pańskiej]


Wielki Czwartek:
[Modlitwy za kapłanów i o powołania]
[List biskupów polskich do kapłanów na Wielki Czwartek 2026 roku]
[Dobro w Wielki Czwartek (Sacerdos in aeternum)]
[Modlitwy i rozmyślania w Wielki Czwartek]![]()
![]()
![]()
Odpust: Msza Wieczerzy Pańskiej - teksty liturgii na brewiarz.pl, odpust zupełny za śpiew "Sław języku Tajemnicę"
->
[Wielki Czwartek: odmówienie strofy hymnu „Przed tak wielkim sakramentem] ![]()


Wielki Piątek:
[Modlitwy i rozmyślania w Wielki Piątek]
["Medytacja w Wielki Piątek" (2012)]
[Modlitwy do Pana Jezusa Bolejącego.]
[Modlitewnie przy Krzyżu Świętym - bądź uwielbiony.]
[Nowenna do Miłosierdzia Bożego (9 dni przed Świętem Miłosierdzia Bożego)]![]()
![]()
![]()
Odpust: Liturgia Męki Pańskiej - teksty liturgii na brewiarz.pl, odpust zupełny za adorację krzyża.
-> [Wielki Piątek: Adoracja Krzyża]
[Wielki Piątek: Droga Krzyżowa] ![]()

Wielka Sobota:
[Modlitwy i rozmyślania w Wielką Sobotę] ![]()
![]()
![]()
Wielka Niedziela (Wigilia Paschalna/Wielkanoc):
[Modlitwy na Zmartwychwstanie Pańskie] ![]()
![]()
![]()
Odpust: Wigilia Paschalna - teksty liturgii na brewiarz.pl, odpust zupełny za odnowienie przyrzeczeń chrztu.
->
[Wigilia Paschalna: odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych] ![]()
[Homilia papieża Leona XIV – Wigilia Paschalna, 4 kwietnia 2026.]

Zdjęcia

"Ciemnica" w parafii św. Mikołaja w Grójcu w 2026 r.

Ciemna Jutrznia 2026r.


Krzyż adorowany 2026 r.

Ciemna Jutrznia 2026r.

"Grób Pański" w parafii św. Mikołaja w Grójcu 2026 r.
Co na mojej stronie pisałem o Triduum:
Pliki do pobrania:
Wehikuł czasu:
Wielki Czwartek
![]()

Homilia Ojca Świętego Leona XIV wygłoszona w Bazylice Św. Piotra w Watykanie podczas Mszy Krzyżma
Wielki Czwartek, 2 kwietnia 2026 r.
Drodzy Bracia i Siostry!
Jesteśmy już na progu Triduum Paschalnego. Pan ponownie poprowadzi nas ku szczytowi swojej misji, aby Jego męka, śmierć i zmartwychwstanie stały się sercem naszej misji. To bowiem, co za chwilę przeżyjemy, ma w sobie moc przemiany tego, co ludzka pycha usiłuje uczynić nieczułym: naszej tożsamości, naszego miejsca w świecie. Wolność Jezusa przemienia serca, opatruje rany, napełnia wonią i rozjaśnia nasze oblicza, pojednuje i gromadzi, przebacza i wskrzesza.
W pierwszym roku, w którym jako Biskup Rzymu przewodniczę Mszy Krzyżma, pragnę wraz z wami zastanowić się nad misją, dla której Bóg nas konsekruje jako swój lud. Jest to misja chrześcijańska, ta sama, którą miał Jezus, a nie jakaś inna. Każdy uczestniczy w niej zgodnie ze swoim powołaniem i w najbardziej osobistym posłuszeństwie głosowi Ducha, nigdy jednak bez innych, z pominięciem lub zerwaniem komunii! Odnawiając nasze przyrzeczenia jako biskupi i prezbiterzy jesteśmy na służbie ludu misyjnego. Wraz ze wszystkimi ochrzczonymi stanowimy Ciało Chrystusa, namaszczeni Jego Duchem wolności i pocieszenia, Duchem proroctwa i jedności.
To, co Jezus przeżywa w kulminacyjnych momentach swojej misji, zostało zapowiedziane we fragmencie z proroctwa Izajasza, na który wskazał On w synagodze w Nazarecie jako Słowo, które „dzisiaj” się wypełnia (por. Łk 4, 21). W godzinie Paschy staje się bowiem ostatecznie jasne, że Bóg konsekruje po to, aby posłać. „Posłał Mnie” (Łk 4, 18) – mówi Jezus, opisując ten ruch, który łączy Jego Ciało z ubogimi, więźniami, tymi, którzy błąkają się po omacku i z tymi, którzy są uciskani. A my, członki Jego Ciała, nazywamy „apostolskim” Kościół posłany, przynaglany, by wyjść poza siebie samego, konsekrowany Bogu w służbie Jego stworzeń: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20, 21).
Wiemy, że bycie posłanym wiąże się przede wszystkim z oderwaniem się, czyli ryzykiem pozostawienia tego, co znane i pewne, aby wkroczyć w to, co nowe. Ciekawe jest to, że Jezus – „w mocy Ducha” (Łk 4, 14), który zstąpił na Niego po chrzcie w Jordanie – powraca do Galilei i udaje się „do Nazaretu, gdzie się wychował” (Łk 4, 16). Jest to miejsce, które teraz musi opuścić. Udaje się „swoim zwyczajem” (w. 16), ale po to, by zapoczątkować nowy czas. Teraz będzie musiał ostatecznie opuścić to miasteczko, aby dojrzało to, co tam kiełkowało – szabat po szabacie – w wiernym słuchaniu Słowa Bożego. W ten sam sposób powoła innych by wyruszyli, by zaryzykowali, aby żadne miejsce nie stało się zagrodą, a żadna tożsamość – kryjówką.
Najdrożsi, podążamy za Jezusem, który „nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie” (Flp 2, 6-7): wszelka misja zaczyna się od tego rodzaju ogołocenia, w którym wszystko rodzi się na nowo. Naszej godności synów i córek Bożych nie można nam odebrać ani nie może ona zostać utracona, ale nie można też wymazać uczuć, miejsc i doświadczeń leżących u podstaw naszego życia. Jesteśmy dziedzicami tak wielkiego dobra, a zarazem ograniczeń historii, w którą Ewangelia musi wnieść światło i zbawienie, przebaczenie i uzdrowienie. Tak więc nie ma misji bez pojednania z własnymi początkami, z darami i ograniczeniami otrzymanej formacji, lecz zarazem nie ma pokoju bez wyruszenia w drogę, nie ma świadomości bez oderwania się, nie ma radości bez ryzyka. Jesteśmy Ciałem Chrystusa, jeśli idziemy naprzód, rozliczając się z przeszłością, nie dając się jej uwięzić: wszystko się odzyskuje i pomnaża, jeśli najpierw zgodzimy się to pozostawić, bez lęku. To pierwsza tajemnica misji. I nie doświadcza się jej tylko raz, ale przy każdym nowym wyruszeniu, przy każdym kolejnym posłaniu.
Droga Jezusa objawia nam, że gotowość do utraty, do ogołocenia, nie jest celem samym w sobie, ale warunkiem spotkania i zażyłości. Miłość jest prawdziwa tylko wtedy, gdy jest nieuzbrojona, potrzebuje niewielkich przestrzeni, nie potrzebuje ostentacji, delikatnie strzeże słabości i nagości. Trudno nam rzucić się w tak ryzykowną misję, a jednak nie ma „dobrej nowiny dla ubogich” (por. Łk 4, 18), jeśli idziemy do nich ze znakami władzy; nie ma też prawdziwego wyzwolenia, jeśli nie staniemy się wolni od posiadania. Dotykamy tu drugiej tajemnicy misji chrześcijańskiej. Po tajemnicy oderwania się przychodzi prawo spotkania. Wiemy, że na przestrzeni dziejów misja była nierzadko wypaczana przez logikę dominacji, całkowicie obcą drodze Jezusa Chrystusa. Św. Jan Paweł II miał jasność umysłu i odwagę, by uznać: „Ze względu na więź, która w Ciele Mistycznym łączy nas z innymi, my wszyscy, choć nie ponosimy osobistej odpowiedzialności i nie pragniemy zastępować sądu Boga, który sam tylko zna ludzkie serca, dźwigamy ciężar błędów i win tych, którzy byli przed nami” [1].
W konsekwencji sprawą najwyższej wagi staje się dziś przypominanie, że ani w dziedzinie duszpasterskiej, ani społecznej i politycznej dobro nie może wynikać z nadużywania władzy. Wielcy misjonarze są świadkami podchodzenia na palcach, ich metodą jest dzielenie się życiem, bezinteresowna służba, rezygnacja z wszelkich wyrachowanych strategii, dialog i szacunek. Jest to droga Wcielenia, która wciąż na nowo przybiera postać inkulturacji. Zbawienie może być bowiem przyjęte przez każdego tylko w języku ojczystym. „Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty?” ( Dz 2, 8). Zdumienie Pięćdziesiątnicy powtarza się, gdy nie próbujemy sami panować nad czasami Boga, lecz ufamy Duchowi Świętemu, który „jest, także dzisiaj, podobnie jak w czasach Jezusa i apostołów: jest i działa, przybywa przed nami, pracuje więcej niż my i lepiej niż my. My nie musimy ani Go siać, ani budzić, ale przede wszystkim rozpoznać Go, przyjąć, postępować zgodnie z Nim, torować Mu drogę i podążać za Nim. Jest i nigdy nie stracił nadziei w stosunku do naszych czasów. Przeciwnie, śmieje się, tańczy, przenika, obejmuje, otacza, dociera w miejsca, w których Jego obecność jest całkowicie niewyobrażalna” [2].
Aby osiągnąć tę harmonię z tym, co niewidzialne, trzeba dotrzeć tam, dokąd zostaliśmy posłani, z prostotą, szanując tajemnicę, którą nosi w sobie każda osoba i każda wspólnota. Jesteśmy gośćmi: jesteśmy nimi jako biskupi, jako księża, jako siostry zakonne i zakonnicy, jako chrześcijanie. Aby gościć innych, musimy bowiem nauczyć się być gośćmi. Nawet miejsca, w których sekularyzacja wydaje się najbardziej zaawansowana, nie są ziemią konkwisty ani rekonkwisty: „Nowe kultury rodzą się nadal na ogromnych obszarach ludzkości, gdzie chrześcijanin nie jest już promotorem lub twórcą sensu, natomiast otrzymuje od nich inne języki, symbole, przesłania i wzorce, ofiarujące nowe orientacje życia, często sprzeczne z Ewangelią Jezusa. (…) Trzeba dojść tam, gdzie kształtują się nowe przesłania i wzorce, dotrzeć ze Słowem Bożym do najgłębszych zakamarków miasta” [3]. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy w Kościele wędrujemy razem, gdy misja nie jest heroiczną przygodą jakiejś pojedynczej osoby, ale żywym świadectwem Ciała o wielu członkach.
Istnieje jeszcze trzeci wymiar – być może najbardziej radykalny – misji chrześcijańskiej. Już w gwałtownej reakcji mieszkańców Nazaretu na słowa Jezusa ujawnia się dramatyczna możliwość niezrozumienia i odrzucenia: „Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić” (Łk 4, 28-29). Chociaż czytanie liturgiczne pominęło ten fragment, to jednak to, co zamierzamy celebrować począwszy od dzisiejszego wieczoru, zobowiązuje nas, byśmy nie uciekali, ale „przeszli pośród” tej próby – tak jak Jezus – który „przeszedłszy pośród nich, oddalił się” (Łk 4, 30). Krzyż jest częścią misji: posłanie staje się bardziej gorzkie i przerażające, ale też bardziej bezinteresowne i bardziej przełomowe. Imperialistyczna okupacja świata zostaje wówczas przerwana od wewnątrz, a przemoc, która po dziś dzień jest uznawana za prawo, zostaje zdemaskowana. Mesjasz ubogi, uwięziony i odrzucony zstępuje w ciemność śmierci, lecz w ten sposób wydobywa na światło nowe stworzenie.
Ileż wskrzeszeń dane jest także nam doświadczać, gdy – uwolnieni od postawy obronnej – zstępujemy jak ziarno w ziemię, by służyć! W życiu mogą nas spotkać sytuacje, w których wszystko zdaje się skończone. Zastanawiamy się wtedy, czy misja nie była daremna. To prawda: w przeciwieństwie do Jezusa, doświadczamy również porażek wynikających z naszej lub cudzej niewystarczalności, często ze splotu odpowiedzialności, ze świateł i cieni. Możemy jednak uznać za własną własną nadzieję wielu świadków. Wspomnę jednego z nich, szczególnie mi bliskiego. Na miesiąc przed śmiercią św. biskup Óscar Romero zanotował w zeszycie Ćwiczeń duchowych: „Nuncjusz w Kostaryce ostrzegł mnie przed bliskim niebezpieczeństwem właśnie w tym tygodniu… Z nieprzewidzianymi okolicznościami można się zmierzyć z pomocą łaski Bożej. Jezus Chrystus wspomagał męczenników i jeśli zajdzie taka potrzeba, odczuję Jego bliskość szczególnie mocno, gdy powierzę Mu moje ostatnie tchnienie. Ale bardziej niż ostatnia chwila życia liczy się, by oddać Mu całe życie i żyć dla Niego… Aby być szczęśliwym i ufnym wystarcza mi wiedzieć z pewnością, że w Nim jest moje życie i moja śmierć; że mimo moich grzechów w Nim złożyłem ufność i nie doznam zawodu, a inni będą kontynuować – z większą mądrością i świętością – pracę dla Kościoła i dla ojczyzny”.
Najdrożsi siostry i bracia, święci tworzą historię. Takie jest przesłanie Apokalipsy. „Łaska wam i pokój od Jezusa Chrystusa, Świadka Wiernego, Pierworodnego [wśród] umarłych i Władcy królów ziemi” (Ap 1, 4-5). To pozdrowienie stanowi syntezę drogi Jezusa w świecie rozdzieranym przez niszczące go potęgi. W jego łonie powstaje nowy lud – nie lud ofiar, lecz świadków. W tej mrocznej godzinie dziejów spodobało się Bogu posłać nas, abyśmy rozsiewali woń Chrystusa tam, gdzie panuje odór śmierci. Odnówmy nasze „tak” dla tej misji, która domaga się od nas jedności i która przynosi pokój. Tak, jesteśmy tutaj! Przezwyciężmy poczucie bezsilności i lęku! Głosimy śmierć Twoją, Panie, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale.
___________________________________
[1] Św. Jan Paweł II, Bulla ogłaszająca Wielki Jubileusz Roku 2000 Incarnationis mysterium (29 listopada 1998), 11: „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 1 (209)/1999, s. 14.
[2] C.M. Martini, Tre racconti dello Spirito, Milano 1997, 11: Trzy opowieści Ducha. List pasterski na temat darów Pocieszyciela 1997-1998, tłum. A. Dudzińska-Facca, Warszawa 1999, s. 6-7.
[3] Franciszek, Adhort. ap. Evangelii gaudium, (24 listopada 2013), 73 i 74.
za: www.vatican.va, podkreślenia moje.
Wielki Piątek
Kazanie wygłoszone przez kaznodzieję Domu Papieskiego o. Roberto Pasolini OFM Cap, w czasie Liturgii Wielkiego Piątku
3 kwietnia 2026 r.
Bracia i siostry, w tym świętym dniu liturgia pozwala nam kontemplować mękę Pana. W obliczu tej tajemnicy śmierci i chwały naturalne jest, by trwać w cichej modlitwie. Krzyż Chrystusa jednak łatwo może pozostać niezrozumiały, jeśli patrzymy na niego jak na fakt oderwany, jak na wydarzenie nagłe i niewytłumaczalne. W rzeczywistości jest to szczyt pewnej drogi: wypełnienie życia, w którym Jezus uczył się słuchać i przyjmować głos Ojca, pozwalając się prowadzić aż do największej miłości. W dniach Wielkiego Tygodnia liturgia dała nam usłyszeć tak zwane „pieśni” Sługi Pańskiego. Są to poetyckie teksty, w których prorok Izajasz nakreślił postać tajemniczego Sługi, poprzez którego Bóg pragnie ocalić świat od zła i grzechu. Chrześcijańska tradycja rozpoznała w tych pieśniach zadziwiającą zapowiedź tej dramatycznej melodii, która wyznaczała kroki Jezusa, utożsamiając Go z owym «mężem boleści, oswojonym z cierpieniem», który «ogołocił samego siebie aż do śmierci», biorąc na siebie «grzechy wielu»: a «w Jego ranach jest nasze uzdrowienie» (Iz 53,3.5.12).
W pierwszej pieśni Sługa pojawia się jako ktoś powołany przez Pana do misji konkretnej i ambitnej: otworzyć «oczy niewidomym» i wyprowadzić «z więzienia jeńców, z lochów mieszkańców ciemności» (Iz 42,6–7). To zadanie naznaczone życiem, skierowane do tych, którzy są przygnieceni cierpieniem, niesprawiedliwością, grzechem. Jednak Sługa ma je wypełnić z ogromną delikatnością, według metody precyzyjnej i pod prąd: «Nie będzie krzyczał ani podnosił głosu, nie da słyszeć swego głosu na ulicy. Trzciny nadłamanej nie złamie, knotka o nikłym płomyku nie dogasi» (Iz 42,2–3). Bez agresji, bez użycia siły, bez pokusy, by wszystko zniszczyć i zacząć od początku. Sługa ma być poszukiwaczem życia pośród ciemności zła. Niełatwo przyjąć taką misję. Każdy z nas jest czasem kuszony, by wymuszać sytuacje, użyć nieco twardości, sądząc, że bez niej nic się nie rozwiąże. Sługa Pański nie może ulec temu instynktowi: ma strzec łagodności jako jedynej siły zdolnej zmierzyć się z mrokiem zła, chronić każdy okruch pozostającego dobra i dawać tchnienie płomieniom, które dogasają.
W drugiej pieśni coś zaczyna pękać. Po próbach realizacji swojej misji Sługa odczuwa gorzkie wrażenie, że cały jego trud czynienia dobra był daremny: «Daremnie i na próżno zużyłem moje siły» (Iz 49,4). Dobro zasiane nie zdaje się kiełkować, wszystko wygląda na zatrzymane i zablokowane. To kryzys, który wcześniej czy później dotyka każdego, kto postanowił iść za Panem: poczucie kręcenia się w kółko, bezowocności, wierności czemuś, co nie przynosi żadnego owocu. W rzeczywistości to tylko wrażenie. Słowo „daremnie” w ustach proroka nie znaczy, że Sługa działał bez skutku, ale że owoc jego pracy nie jest możliwy do zweryfikowania. Niosąc światło w ciemności, Sługa wchodzi w przestrzeń, w której rzeczy nie poddają się już naszym kryteriom, lecz podążają za planem, często paradoksalnym, zbawienia pochodzącego od Boga.
W trzeciej pieśni pojawia się nowe zaskoczenie: Sługa dostrzega, że ci, których pragnie wspomóc, reagują wrogo, z gniewem, a nawet przemocą. Ten, kto żyje w ciemności, nie zawsze przyjmuje światło: czasem je odrzuca i próbuje zatrzymać. Dlaczego tak się dzieje? Bo światło ukazuje nie tylko to, co piękne, ale także to, co chcielibyśmy ukryć: nasze rany, nasze kłamstwa, naszą dwuznaczność. A to budzi ogromny lęk. Dlatego odrzuca się tego, kto przynosi światło, byle tylko nie stawać wobec tego, co ono ujawnia. Sługa jednak nie wycofuje się. Idzie dalej drogą wskazaną przez Pana, nie uciekając: «Podałem grzbiet mój bijącym i policzki rwącym mi brodę; nie zasłoniłem twarzy przed zniewagami i opluciem» (Iz 50,6).
W czwartej pieśni dzieje się coś wstrząsającego. Przemoc, która spada na Sługę, jest tak intensywna, że oszpeca jego twarz, czyniąc ją nierozpoznawalną, jakby był ludzkim wrakiem. A jednak właśnie na tej drodze nauczył się nie odpłacać złem za zło. Gdy zło nas dosięga, naturalnym odruchem jest odpowiedzieć, odeprzeć je, wyrównać rachunki. Sługa jednak nie poddaje się tej logice: przyjmuje wszystko, nie odwzajemniając przemocy. Zło dociera do niego i tam się zatrzymuje: «On poniósł grzechy wielu i orędował za przestępcami» (Iz 53,12).
Bracia i siostry, Jezus nie poprzestał na słuchaniu tych pieśni. On je zinterpretował i przeżył intensywnie, z pełnym zaufaniem wobec woli Ojca, aż przemienił swoją krzyżową śmierć w wydarzenie zbawienia. Świat, wobec zła, zna tylko dwie drogi: poddać się albo odpłacić. Widzimy to codziennie: w wojnach, podziałach, zranieniach relacji. Zło krąży, ponieważ zawsze znajduje kogoś, kto je odwzajemnia i pomnaża. Jezus przerwał ten łańcuch nie narzucając się większą siłą, lecz przyjmując to, co Go spotkało, rozpoznając w tym „partyturę” miłości i służby powierzoną Jego życiu. Nie wykonał jej mechanicznie: uczynił ją swoją, przekładając słowa prorockie na konkretne gesty, na przebaczenie, na milczenia pełne współczucia. Tak, idąc drogą krzyża, nauczył się najtrudniejszego posłuszeństwa: tego, które jest miłością do drugiego, nawet wtedy, gdy drugi jawi się jako wróg.
Żyjemy w świecie, w którym głos Boga nie wyznacza już, jak dawniej, wspólnej drogi ludzkości. Nie dlatego, że umilkł, ale dlatego, że często stał się jednym z wielu głosów, zagłuszonym innymi słowami, które obiecują bezpieczeństwo, postęp, dobrobyt. To one dziś wyznaczają kierunek wielu wyborom i kształtują wspólne życie. A jednak świat nadal jest miejscem, w którym się cierpi i umiera, często bez winy i bez sensu. Wojny nie ustają, niesprawiedliwości się mnożą, najsłabsi płacą najwyższą cenę. Jakby brakowało słowa zdolnego zjednoczyć drogę ludzkości, pieśni, która potrafiłaby poprowadzić nasze kroki ku światu bardziej sprawiedliwemu i braterskiemu. A jednak właśnie w takim krajobrazie widzimy coś zaskakującego: cichą rzeszę ludzi, którzy wybierają słuchanie innego głosu. Jedni rozpoznają go wyraźnie jako wolę Boga; inni słyszą go jako głębokie, niezbywalne wezwanie sumienia. To głos, który nie krzyczy, nie narzuca się siłą, nie obiecuje dróg na skróty. To pieśń dyskretna i wytrwała, która zaprasza do miłości, wytrwania, do nieodwzajemniania zła.
Niektórzy wybierają słuchanie tej pieśni. To mężczyźni i kobiety, którzy – czasem nawet o tym nie wiedząc – idą drogą Sługi Pańskiego. Nie czynią niczego nadzwyczajnego. Po prostu codziennie wstają i próbują uczynić swoje życie czymś, co nie służy tylko im, ale także innym. Dźwigają ciężary, których nie wybrali, przyjmują rany, nie twardniejąc w ich obliczu, nie przestają szukać dobra, nawet gdy wydaje się to daremne. Nie robią hałasu, nie zajmują pierwszego planu, ale utrzymują otwartą możliwość innego świata. Dzięki nim zło nie ma ostatniego słowa, a historia nie zamyka się w przemocy. Ta rzesza świadczy, że pieśni owego Sługi, w którym Bóg ma upodobanie, wciąż rozbrzmiewają w ludzkim sercu, czekając na tych, którzy zechcą przetłumaczyć je na konkretną partyturę własnego życia, nawet jeśli oznacza to niesienie krzyża.
Za chwilę będziemy adorować krzyż Pana poprzez gesty, milczenia i modlitwy. Będzie to szczególna okazja, by rozpoznać tajemnicę Boga i pojednać się z jakością – kruchą i mocną zarazem – Jego miłości do nas i wszystkich ludzi. Jeśli nie chcemy ryzykować, że liturgia stanie się powierzchownością, możemy zdecydować – choćby w głębi serca – aby złożyć broń, którą wciąż trzymamy w dłoniach. Może nie wydaje nam się tak groźna jak ta, którą dysponują możni świata. A jednak i ona jest narzędziem śmierci, bo wystarcza, by osłabiać, ranić, pozbawiać sensu i miłości nasze codzienne relacje.
Wczoraj i dziś świat potrzebuje zbawienia: od przemocy zła, od zabójczej niesprawiedliwości, od podziałów, które upokarzają. Ale to zbawienie nie spadnie z góry ani nie zostanie zagwarantowane decyzjami politycznymi, ekonomicznymi czy wojskowymi. Świat jest nieustannie zbawiany przez tych, którzy są gotowi przyjąć pieśni Sługi Pańskiego jako formę swojego życia. Tak właśnie postąpił Pan Jezus: wziął na serio wolę Ojca, przyjmując ją jak partyturę do wykonania do końca, «z głośnym wołaniem i płaczem» (Hbr 5,7–8). Dlatego w chwili decydującej, gdy został pojmany, zdecydował się oddać w ręce swoich prześladowców i bez wahania powiedział: «Ja jestem» (J 18,5), aby dobrowolnie wejść w swoją mękę miłości.
Również nam dziś wieczorem zostaje przekazana partytura krzyża. Możemy ją przyjąć dobrowolnie, jeśli zgodzimy się, że nie ma takiej trudności, której nie można podjąć; nie ma takiego winowajcy, na którego trzeba wskazać palcem; nie ma takiego wroga, który mógłby nas powstrzymać od miłości i służby. Istniejemy tylko my, którzy – wybierając nieodwzajemnianie zła, cierpliwość w utrapieniach, wiarę w dobro nawet wtedy, gdy ciemności zdają się wszystko pochłaniać – możemy stać się tymi sługami, których Pan potrzebuje, by przynosić światu zbawienie.
W czasie takim jak nasz, tak poranionym nienawiścią i przemocą, gdzie nawet imię Boga jest przywoływane, by usprawiedliwiać wojny i decyzje śmierci, my, chrześcijanie, jesteśmy wezwani, by zbliżyć się bez lęku, przeciwnie – «z pełną ufnością» (Hbr 4,16) – do krzyża Pana, rozpoznając w nim tron, na którym uczy się panować, oddając własne życie na służbę innym. Jeśli potrafimy «mocno trzymać się wyznania wiary» (Hbr 4,14), nasze dni zdołają dawać głos pieśniom radości i cierpienia, temu tajemniczemu zapisowi krzyża, w którym rozpoznawalne są nuty największej miłości.
za: https://www.radiomaryja.pl/
Wigilia Paschalna
Homilia papieża Leona XIV – Wigilia Paschalna
4 kwietnia 2026
„Uświęcająca siła tej nocy (…) rozprasza nienawiść, usposabia do zgody i ugina potęgi” ( Orędzie wielkanocne) [1].
W ten sposób, drodzy bracia i siostry, diakon na początku tej celebracji wyśpiewał hymn na cześć światła Zmartwychwstałego Chrystusa, symbolizowanego przez paschał. Od tej jednej świecy wszyscy zapaliliśmy nasze świece i – każdy z nas niosąc płomień zaczerpnięty z tego samego ognia – rozświetliliśmy tę wielką bazylikę. Jest to znak światła paschalnego, które jednoczy nas w Kościele jako lampy dla świata. Na wezwanie diakona odpowiedzieliśmy: „Amen”, potwierdzając nasze zobowiązanie do podjęcia tej misji, a za chwilę powtórzymy nasze „tak”, odnawiając przyrzeczenia chrzcielne.
Najmilsi, jest to Wigilia pełna światła, najstarsza w tradycji chrześcijańskiej, zwana „matką wszystkich wigilii”. W niej na nowo przeżywamy pamiątkę zwycięstwa Pana życia nad śmiercią i otchłanią. Czynimy to po przeżyciu w ostatnich dniach, niczym w jednej wielkiej celebracji, misteriów Męki Boga, który stał się dla nas „mężem boleści” (Iz 53, 3), „wzgardzonym i odepchniętym przez ludzi” (tamże), umęczonym i ukrzyżowanym.
Czy istnieje jakaś większa miłość? Czy istnieje jakaś pełniejsza bezinteresowność? Zmartwychwstały jest tym samym Stwórcą wszechświata, który – podobnie jak na początku dziejów dał nam istnienie z niczego – tak na krzyżu, aby ukazać nam swoją bezgraniczną miłość, obdarzył nas życiem.
Przypomniało nam o tym pierwsze czytanie w opowiadaniu o początkach. Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię (por. Rdz 1, 1), wydobywając wszechświat z chaosu, harmonię z nieładu, i powierzając nam – stworzonym na Jego obraz i podobieństwo – zadanie bycia jego stróżami. A gdy człowiek, popełniając grzech, nie odpowiedział na ten zamysł, Pan go nie opuścił, ale w przebaczeniu objawił mu – w sposób jeszcze bardziej zaskakujący – swoje miłosierne oblicze.
„Uświęcająca siła tej nocy” zapuszcza więc swoje korzenie również tam, gdzie dokonał się pierwszy upadek rodzaju ludzkiego, i rozciąga się przez wieki jako droga pojednania i łaski.
Liturgia przedstawiła nam niektóre etapy tej drogi poprzez teksty święte, których wysłuchaliśmy. Przypomniała nam, jak Bóg powstrzymał rękę Abrahama, gotowego złożyć w ofierze swojego syna Izaaka, aby pokazać nam, że nie chce naszej śmierci, lecz raczej tego, abyśmy poświęcili się byciu w Jego rękach żywymi członkami potomstwa zbawionych (por. Rdz 22, 11-12.15-18). Podobnie zaprosiła nas do refleksji nad tym, jak Pan wyzwolił Izraelitów z niewoli egipskiej, uczyniwszy z morza – miejsca śmierci i przeszkody nie do pokonania – bramę prowadzącą do nowego, wolnego życia. To samo orędzie powróciło niczym echo w słowach Proroków, w których usłyszeliśmy uwielbienie Pana jako Oblubieńca, który wzywa i gromadzi (por. Iz 54, 5-7), źródłagaszącego pragnienie, wody zapewniającej urodzaj (por. Iz 55, 1.10), światła wskazującego drogę pokoju (por. Ba 3, 14), Ducha, który przemienia i odnawia serce (por. Ez 36, 26).
We wszystkich tych wydarzeniach historii zbawienia widzieliśmy, jak Bóg na zatwardziałość grzechu, który dzieli i zabija, odpowiada mocą miłości, która jednoczy i przywraca życie. Przywołaliśmy je wspólnie, przeplatając to opowiadanie psalmami i modlitwami, aby przypomnieć sobie, że mocą Paschy Chrystusa, „zostaliśmy razem z Nim pogrzebani (…), abyśmy i my postępowali w nowym życiu (…) – umarliśmy dla grzechu, żyjemy zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie” (Rz 6, 4.11), w chrzcie poświęceni miłości Ojca, zjednoczeni we wspólnocie świętych, zostaliśmy uczynieni z łaski żywymi kamieniami dla budowy Jego Królestwa (por. 1 P 2, 4-5).
W tym świetle odczytujemy opowiadanie o zmartwychwstaniu, które usłyszeliśmy w Ewangelii według św. Mateusza. W poranek wielkanocny niewiasty, przezwyciężając ból i lęk, wyruszyły w drogę. Chciały udać się do grobu Jezusa. Spodziewały się zastać go zapieczętowanym, z wielkim kamieniem zamykającym wejście i żołnierzami pełniącymi straż. Oto czym jest grzech: niezwykle ciężką barierą, która nas zamyka i oddziela od Boga, próbując zabić w nas Jego Słowa nadziei. Maria Magdalena i druga Maria nie dały się jednak zastraszyć. Poszły do grobu, a dzięki swojej wierze i miłości stały się pierwszymi świadkami zmartwychwstania. W trzęsieniu ziemi i w aniele, siedzącym na odsuniętym kamieniu, ujrzały potęgę miłości Boga, silniejszą od jakiejkolwiek mocy zła, zdolną „przezwyciężyć nienawiść” i „ugiąć potęgi”. Człowiek może zabić ciało, ale życie Boga miłości jest życiem wiecznym, które wykracza poza śmierć i którego żaden grób nie może uwięzić. Tak Ukrzyżowany królował z krzyża, anioł zasiadł na kamieniu, a Jezus ukazał się im żywy, mówiąc: „Witajcie!” (Mt 28, 9).
To właśnie, najdrożsi, jest dzisiaj również naszym przesłaniem dla świata, spotkaniem, o którym chcemy świadczyć słowami wiary i uczynkami miłosierdzia, śpiewając życiem „Alleluja”, które głosimy ustami (por. Św. Augustyn, Sermo 256, 1). Tak jak niewiasty, które pobiegły, by zwiastować tę nowinę braciom, tak i my chcemy tej nocy wyruszyć z tej bazyliki, aby nieść wszystkim dobrą nowinę, że Jezus zmartwychwstał i że Jego mocą, zmartwychwstając wraz z Nim, również my możemy dać początek nowemu światu, światu pokoju, jedności, jako „wielu ludzi i jeden człowiek, gdyż wielu chrześcijan, to jeden Chrystus” (Św. Augustyn, Enarrationes in Psalmos, 127, 3) [2].
Tej misji poświęcają się obecni tutaj bracia i siostry, przybyli z różnych części świata, którzy za chwilę przyjmą chrzest. Po długiej drodze katechumenatu dzisiaj odradzają się w Chrystusie, aby stać się nowym stworzeniem (por. 2 Kor 5, 17), świadkami Ewangelii. Dla nich i dla nas wszystkich powtarzamy słowa skierowane przez św. Augustyna do chrześcijan jego czasów: „Głoś Chrystusa, zasiewaj (…) rozsiewaj wszędzie to, co począłeś w swoim sercu” (Sermo 116, 23-24).
Siostry, bracia, również w naszych czasach nie brakuje grobowców, które trzeba otworzyć, a często kamienie, które je zamykają, są tak ciężkie i tak pilnie strzeżone, że wydają się nie do ruszenia. Niektóre z nich przytłaczają człowieka w sercu, jak nieufność, strach, egoizm, urazy; inne, będące konsekwencją tych wewnętrznych, zrywają więzi między nami, jak wojna, niesprawiedliwość, izolacja między narodami i państwami. Nie pozwólmy, by nas sparaliżowały! Wielu mężczyzn i kobiet na przestrzeni wieków, z Bożą pomocą, odsunęło te kamienie – nieraz z wielkim trudem – czasem za cenę życia, ale z dobrymi owocami, z których korzystamy do dziś. Nie są to jacyś nieosiągalni bohaterowie, lecz ludzie tacy jak my, którzy, umocnieni łaską Zmartwychwstałego, w miłości i prawdzie, mieli odwagę przemawiać, jak mówi Apostoł Piotr, „słowami Bożymi” (1 P 4, 11) i działać „mocą, której Bóg udziela, aby we wszystkim był uwielbiony Bóg przez Jezusa Chrystusa” (tamże).
Pozwólmy się porwać ich przykładowi i w tę Świętą Noc przyjmijmy ich zaangażowanie jako nasze własne, aby wszędzie i zawsze na świecie wzrastały i rozkwitały paschalne dary zgody i pokoju.
[1] Mszał rzymski dla diecezji polskich, Poznań 2013, s. 160.
[2] Objaśnienia Psalmów, tłum. J. Sułowski, Warszawa 1986, s. 40.
za: www.vatican.va, podkreślenia moje.
|
|
Prośba! :) Zbieram i kolekcjonuję [->] stare modlitewniki (sprzed II Soboru Watykańskiego) [- Modlitewnik ->]. Lubię się z nich modlić. Warto do nich sięgać. [->] Masz taki i nie wiesz co z nim zrobić? Jeśli chcesz, aby modlitewnik trafił w dobre ręce, albo chcesz sprawić mi radość, to skontaktuj się ze mną i zwyczajnie przyślij mi go. :) Będę bardzo wdzięczy. A dodatkowo zawartość modlitewnika wzbogaci mój dział modlitw na stronie i może ktoś jeszcze skorzysta.
|

Profil katolickich duchownych.
więcej w zakładce: "Kapłaństwo" oraz "Strony i blogi księży".
Odwiedza nas 55 gości oraz 0 użytkowników.
|
Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania materiałów znajdujących się na tmoch.net (szczególnie autorskich grafik i fotografii) bez zgody właściciela witryny. Niniejsza witryna jest w ciągłym rozwoju; strony są dodawane, modyfikowane i... czasami niektóre usuwane. Czasem pozwalam sobie modyfikować, poprawiać bądź uaktualniać już istniejące notki. Taki już jestem :) Aby wesprzeć dzieło ewangelizacyjne "tmoch.net", zobacz zakładkę "wsparcie" [->]. |
|||||||
| |