Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych -  osiągniesz zbawienie.
Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami - do zbawienia. (Rz 10,8-13)

Coś więcej o ks. Franciszku Blachnickim

Ks. Franciszek Blachnicki urodził się w 1921 r. w Rybniku na Śląsku. Od samego dzieciństwa doświadczał szczególnej opieki Bożej. Gdy miał 6 lat, bawiąc się z bratem, wpadł do studzienki kanalizacyjnej. Stracił przytomność, którą odzyskał dopiero w szpitalu. Po wielu latach ksiądz Franciszek Blachnicki nazwie to wydarzenie "pierwszym ocaleniem", ponieważ doświadczył wtedy - jak był o tym przekonanym - działania Opatrzności Bożej.

W latach młodzieńczych, w życiu Franciszka Blachnickiego wielką rolę odegrało harcerstwo. Tam nauczył się kształtować własny charakter poprzez ćwiczenie woli, które sprawiało, że stawał się "kimś". Harcerstwo było dla niego - jak mawiał - "aniołem stróżem" jego młodości. Był to ważny etap w jego życiu, gdyż charakterystyczne dla harcerstwa wartości i metody wychowawcze, znalazły później swe odzwierciedlenie w pracy z młodzieżą, w grupach oazowych. Jednocześnie uczył się szukania sensu i celu życia. Nie chciał się bawić, jak inne dzieci, dla samej zabawy. Dla niego zabawa musiała być sensowna, coś dawać, coś w nim rozwijać. To podejście zostało w ks. Blachnickim do końca: szukał tego, co potrzebne, co sensowne, co rozwijające.

Ks. Franciszek Blachnicki zawsze postępował według planu. Zanim przystąpił do działania, zawsze, już od młodzieńczych lat, musiał je zaplanować i przemyśleć. Nie zdawał się na "powiew losu", ale sam twórczo kształtował rzeczywistość wokół siebie. Dziś wiemy, że to przede wszystkim Bóg miał swój plan wobec Założyciela Ruchu Światło - Życie. By Boży plan mógł być zrealizowany, nieraz plany młodego jeszcze Franciszka musiały zostać pokrzyżowane. Planował zostać politykiem albo wojskowym, aby czynić dobro dla kraju. Jednak na studia, które miały umożliwić karierę polityczną, nie został przyjęty, bo wymagano wtedy odbycia najpierw służby wojskowej. Zgłosił się więc do wojska na ochotnika, przeszedł roczne przeszkolenie i gdy w 1939 r. wybuchła wojna, był gotów z męstwem i odwagą bronić ojczyzny. Jego garnizon został jednak otoczony przez siły hitlerowskie i zmuszony do kapitulacji. Zamiast walczyć, już we wrześniu 1939 r., znalazł się w obozie jenieckim. Pan Bóg nie pozwolił mu walczyć, bo Boży plan wobec niego był inny.

Franciszek nie byłby sobą, gdyby dał się złamać: zaplanował ucieczkę z obozu, która się powiodła i wrócił do Tarnowskich Gór, gdzie mieszkał przed wojną. Jeszcze jesienią 1939 r. przystąpił do organizowania podziemnej grupy oporu, aby walczyć z okupantem. Okazało się jednak, że jeden z wciągniętych do konspiracji chłopców, wydał wszystkie plany gestapowcom. Franciszek, w porę ostrzeżony, zdołał uciec i ukryć się kilkaset kilometrów od Śląska. I tu znowu Bóg pokrzyżował jego plany, by mógł się zrealizować Boży plan.

Wydawało się, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane, ale już po kilku miesiącach został przez Niemców wytropiony i aresztowany. Zaczęły się długie przesłuchania, a następnie, w 1940 r. trafił do nowotworzonego wtedy obozu w Oświęcimiu, gdzie został zarejestrowany jako jeden z pierwszych więźniów. Spędził tam 14 miesięcy, z czego 10 w kompaniach karnych. Wciąż był dla Niemców zbyt "niepokorny": szukał kontaktu ze światem zewnętrznym oraz "za bardzo" troszczył się o współwięźniów.

Po jakimś czasie śledztwo prowadzone przez gestapo w sprawie zorganizowanej przez Franciszka grupy oporu zostało wznowione, sam Blachnicki został przewieziony do więzienia w Katowicach, a następnie, przed sądem niemieckim, skazany na karę śmierci przez ścięcie, za działalność przeciwko III Rzeszy. Dla młodego, dwudziestoletniego chłopca, który był pełen życia, chciał pracować i walczyć dla dobra ojczyzny i ludzi, był to wielki szok. Jednak Bóg i w takiej sytuacji - zdawałoby się bez wyjścia - dalej realizował swój plan. Właśnie wtedy Franciszek Blachnicki doświadczał bolesnego obumierania tego wszystkiego, co stanowiło istotę jego "pomysłu na życie": Bóg uciął mu wszelką możliwość działania opartego jedynie na ludzkich rachubach. Przebywając w celi śmierci i oczekując wykonania wyroku, przechodził swoją "ciemną noc" oczyszczenia duchowego: zmagał się z pytaniem o sens tego, co go spotkało. Światło przyniosła mu książka o Kazaniu na Górze. Czytając ją, 17 czerwca 1942 r., otrzymał łaskę wiary i przeżył głębokie nawrócenie. Odkrył, że zostało mu darowane życie - życie wieczne! Był to najważniejszy dzień w jego życiu. Sam nazwał go "nowym narodzeniem". Odtąd oczekiwał już na przyjście kata spokojnie, pełen pogody ducha. Nie znaczy to, że wcześniej był niewierzący: był ochrzczony, wychowany w rodzinie wierzącej i praktykującej. Jednak w więzieniu odkrył wiarę jako rzeczywistość żywą, jako osobiste spotkanie z Bogiem. Do tej pory to on sam planował swoje życie, liczył na własne talenty, których nigdy mu nie brakowało. W celi śmierci zobaczył, że wszystko, co ma jest darem od Boga i od tej pory nie może już liczyć na siebie, ale na Boga. W końcu okazało się, że został ułaskawiony, karę śmierci zamieniono mu na 10 lat ciężkiego więzienia po zakończeniu wojny.

Jego nawrócenie zaowocowało podjęciem trudu służby tylko jednemu Panu - Jezusowi. Zaczęły w nim rodzić się pierwsze idee dojrzałego życia chrześcijańskiego, które rozbudowuje wokół tej najważniejszej: osobistego przyjęcia Chrystusa jako Pana i Zbawiciela do swojego serca. Dochodzi do wniosku, że człowiek nie żyje po to, aby korzystać z życia (służyć samemu sobie), lecz by się doskonalić, walczyć o ideał życia. Pragnął w ten sposób pogłębić swoją wiarę i według niej układać życie codzienne. Wojenne doświadczenia pokazały młodemu Franciszkowi jak płytkie jest tradycyjne chrześcijaństwo. "Ludzie nabywają pewnych form, pewnej ogłady: wypada - nie wypada, lecz w warunkach takich jak obóz wychodzi to, co naprawdę siedzi w człowieku, jak i to, czego w nim nie ma... Widziałem, że dla wielu chrześcijaństwo, religia to nie samo życie, lecz pewna ilość nawyków" - mówił.

Czas do końca wojny spędził jako więzień będąc nieustannie przenoszonym między więzieniami i obozami. Mimo, iż sam był schorowany, to gdzie tylko mógł angażował się w organizowanie pomocy dla ciężko chorych współwięźniów. Gdy w 1945 r. na terenie Niemiec, tuż po wojnie, znalazła go jego rodzona siostra, nie chciał wracać od razu do domu, pozostał, aby do końca służyć opieką chorym z obozu. Na Śląsk wrócił w końcu lipca i pomimo słabego zdrowia, już w początku sierpnia, zgłosił się do seminarium duchownego w Katowicach. W seminarium był jednym z najzdolniejszych kleryków. Już wtedy odkrył piękno liturgii, w której się rozmiłował, a także zdobywał pierwsze doświadczenia w pracy na polu abstynenckim.

Pierwszą parafią Neoprezbitera były Tychy. Tam zajął się formacją ministrantów. W latach 50-tych była to jedyna grupa działająca na terenie parafii. W swojej pracy duszpasterskiej uwrażliwiał ministrantów na to, by świadomie sprawowali powierzone im funkcje w czasie liturgii. Ksiądz Franciszek Blachnicki otrzymał od Boga dar wypracowania nowego stylu pracy z młodzieżą. W parafii Rydułtowy, gdzie pracował najdłużej, powstała pierwsza "Oaza Dzieci Bożych". Stąd też wyruszył z nimi na pierwsze wakacyjne rekolekcje, które nazwał "oazą" (rok 1953). Z biegiem lat oazy przekształciły się w Ruch Światło-Życie, obejmujący już nie tylko dzieci, ale także młodzież, a z czasem i dorosłych wszystkich stanów (powstają nawet oazy dla księży i kleryków).

Chyba nie wszystko jednak zrozumieliśmy z zamysłu Założyciela Oazy, gdyż wciąż jeszcze pokutuje przekonanie, że Ruch Światło-Życie, to pomysł na pobożne spędzenie wakacji przez dzieci i młodzieży, albo że "oaza" to program dla wybrańców, szukających czegoś więcej, natomiast ogół katolików może zadowolić się "programem minimalnym". Tymczasem, w zamyśle sługi Bożego celem "ruchu oazowego" miała być odnowa Kościoła, zgodna z zamysłem Soboru Watykańskiego II. U podstaw tegoż ruchu kryje się wizja przemiany parafii w środowisko autentycznego życia chrześcijańskiego. "To, co robimy w oazach - mówił do księży oazowiczów - to nie jest margines, to nie jest jakiś dodatek, my po prostu wypracowujemy model życia chrześcijańskiego, który dzisiaj jest postawiony całemu Kościołowi przez Sobór. Na razie daje się to urzeczywistniać tylko w pewnych grupach elitarnych, powoli, na zasadzie ruchu, ale musimy mieć świadomość, że to jest model docelowy. To jest coś nie obok, ale właśnie w sercu duszpasterstwa".

W 1955 r., gdy biskupi śląscy byli uwięzieni przez władze komunistyczne, ks. Blachnicki zaangażował się w prace tajnej kurii w Katowicach. Został z tego powodu wydalony z diecezji przez podległego komunistom wikariusza kapitulnego. Udał się do Niepokalanowa, aby pogłębić swoją więź z Bogiem. Podjął studia nad duchowością ojca Maksymiliana Kolbego. Zachwycała go idea Niepokalanej jako wzoru życia i pracy. Owocem tego doświadczenia i daru otrzymanego od Boga, było utworzenie w 1957 r. Apostolatu Trzeźwości - społecznej akcji przeciwalkoholowej, która szybko objęła całą Polskę. Po trzech latach "Krucjata Wstrzemięźliwości" obejmowała już ponad 100 tys. Osób. Niestety, 29 marca 1960 r. została ona zlikwidowana przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa, natomiast ks. Blachnicki został aresztowany za "działalność wrogą państwu" i był wielokrotnie przesłuchiwany. Dla komunistów ks. Franciszek jawił się jako człowiek bardzo niebezpieczny, gdyż służył prawdzie i głosił prawdę, niosąc przebudzenie tysiącom ludzi w kraju. Nadto, nie było w nim lęku - tego lęku, którym komuniści zniewolili miliony ludzi w Polsce, aby odwieść ich od podobnej działalności. Nic więc dziwnego, że w końcu trafił i do więzienia - tego samego więzienia, w którym przeżył swoje nawrócenie podczas okupacji hitlerowskiej. Ten kolejny okres pobytu w więzieniu sam ocenił później jako czas swoich głębokich rekolekcji: głębokiej modlitwy i nowego spojrzenia na wiele spraw. Po czterech i pół miesiącach przebywania w więzieniu, stanął przed Sądem Wojskowym i otrzymał wyrok skazujący go na 13 miesięcy pozbawienia wolności, z zawieszeniem na 3 lata.

Po wyjściu z więzienia w 1961 r., ksiądz Franciszek podjął studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Czas jego studiów naukowych (1961-65), to lata odnowy Kościoła, w tym obrad Soboru Watykańskiego II. On sam, jako jeden z pierwszych, pragnął wprowadzić w życie dekrety soborowe. Dla księdza Blachnickiego Sobór Watykański II stał się bowiem programem, który wiąże się z wypracowaniem ideału wychowawczego dla młodzieży. W centrum jego uwagi stoi człowiek - osoba posiadająca siebie, ale w dawaniu siebie.

Ks. Franciszek Blachnicki szukał nieustannie form odnowy liturgii, przepowiadania Słowa, ożywienia parafii, aby móc wychować, dla Kościoła, autentycznych chrześcijan. Odbywało się to przy nieustannych, zaciekłych atakach komuny, inwigilacji przez bezpiekę i niezrozumieniu przez sporą część Episkopatu. Ks. Franciszek nie oglądał się wstecz, zdawał sobie sprawę z tego, że system komunistyczny upadnie, a nawet to przepowiadał. Dlatego starał się, wszystkimi możliwymi dla niego sposobami, na ten moment Kościół przygotowywać. Już w latach siedemdziesiątych przenikliwie krytykował model konsumpcyjnej cywilizacji panującej na Zachodzie. Czerpał też obficie z doświadczeń ruchów odnowy Kościoła na Zachodzie. Nie bał się korzystać nawet z metod wypracowanych w protestanckich ruchach ewangelizacyjnych, co w niektórych polskich środowiskach budziło, wręcz, popłoch. Wciąż i wszędzie szukał inspiracji dla idei żywego Kościoła, w której - jak wyznał - "mieści się synteza wszystkich doświadczeń, przemyśleń, natchnień, łask i odkryć wielu lat mego życia".

Lata siedemdziesiąte, to rozkwit "ruchu oazowego", wspieranego ustawicznie przez ówczesnego metropolitę krakowskiego, ks. kard. Karola Wojtyłę. Był on protektorem ks. Blachnickiego i zapewniał mu wsparcie w rozwijaniu inicjatyw duszpasterskich. Kard. Wojtyła bronił też "oazę" przed atakami komunistów. Jednocześnie ks. Blachnicki inspirował kard. Wojtyłę w wielu jego posunięciach. Echa doświadczeń wyrosłych z oaz, wyraźnie dało się to zauważyć na Stolicy Piotrowej.

Ks. Blachnicki często przebywał w Krościenku nad Dunajcem, korzystając z gościnności tamtejszego proboszcza. Z czasem osiedlili się tam jego najbliżsi współpracownicy, a samo Krościenko stało się centrum "ruchu oazowego". Ks. Franciszek często podkreślał, że Ruch Światło-Życie jest darem otrzymanym od Boga i że jest on dziełem Niepokalanej Matki Kościoła. Sam temu dziełu starał się wytrwale służyć, aby jak najwięcej ludzi doprowadzić do prawdziwej i głębokiej wiary.

Był człowiekiem wielkiej refleksji wielkiego czynu. Biskup katowicki Herbert Bednorz mawiał ponoć, że ks. Blachnicki używał tylko pedału gazu, a hamulca wcale. Gnał wciąż do przodu, bo też miał w sobie coś z proroka: widział głębiej i dalej niż inni. Oburzano się na niego, kiedy nazywał oazy "Ruchem Żywego Kościoła". Czy to znaczy, że reszta jest Kościołem martwym? Wprost tego nie mówił, ale widział, w jak wielu kościelnych przestrzeniach panuje skostnienie. Nazywał więc rzeczy po imieniu. W jego notatkach raz po raz pojawiają się zapisy: "Znowu ta martwa liturgia!". "Ani śladu jakiejś wizji, koncepcji" - pisał gorzko o przeciętnym duszpasterstwie w parafiach. Był też przekonany, że "mnożenie godzin katechezy nie jest lekarstwem na ogólny kryzys wiary. To raczej błąd strategiczny".

Jednym z najciekawszych pomysłów ks. Blachnickiego był plan odnowy parafii w myśl soborowej idei Kościoła jako wspólnoty. "Nasze tradycyjne parafie, to raczej agencje usług religijnych: ludzie przychodzą zamówić chrzest, pogrzeb, ślub itd. i pytają, ile to kosztuje. Daleka jest nasza przeciętna parafia od tego, żeby była wspólnotą". Warunkiem doświadczania wspólnoty są relacje "ja - ty". Tego nie da się osiągnąć w kilkutysięcznych parafiach inaczej, jak poprzez mniejsze wspólnoty, w których ludzie znają się po imieniu. Liderzy tych grup, wraz z proboszczem i wikariuszami winni stanowić także rodzaj wspólnoty, która razem modli się, daje świadectwo i omawia konieczne działania.

Bodźcem mobilizującym księdza Franciszka Blachnickiego do dalszej pracy był pontyfikat Jana Pawła II. W szczególny sposób odpowiedział on na apel papieża do Polaków, aby przeciwstawiali się wszystkiemu, co uwłacza ludzkiej godności. W tym celu 8 czerwca 1979 r. powołał do istnienia Krucjatę Wyzwolenia Człowieka kontynuującą ideę Krucjaty Wstrzemięźliwości.

Stan wojenny, wprowadzony w Polsce 13 grudnia 1981 r., zastaje księdza Blachnickiego poza granicami kraju. Ponieważ powrót do Polski był niemożliwy, w 1982 r. osiedlił się on w polskim ośrodku "Marianum" w Carlsbergu w Niemczech. Tam rozpoczął się kolejny etap w życiu - rozszerzenie Ruchu Światło-Życie poza granice Polski. W tym czasie organizował Centrum Ruchu i przeprowadzał pierwsze rekolekcje w Niemczech. Przez cały czas pobytu za granicą utrzymywał kontakt z Centralą Ruchu w Krościenku, otaczał Ruch troskliwą opieką i modlitwą.

Rok przed swoją śmiercią odprawił 30 dniowe rekolekcje ignacjańskie. Był to czas jego wielu duchowych, wręcz mistycznych przeżyć koncentrujących się wokół krzyża. Pisał, że złożył swoje życie w ofierze za dzieło, które tworzył. W czerwcu 1986 r. napisał swój testament. Stwierdził, że jedyne, co ma do przekazania, to dary duchowe. Wymienił cztery: dar wiary, otrzymany w celi więziennej; dar wizji Żywego Kościoła, który zaowocował w postaci Ruchu Światło-Życie; dar żeńskiej wspólnoty życia konsekrowanego oraz możliwość "uczynienia siebie darem całkowitym wobec Boga".

Ks. Franciszek Blachnicki zmarł 27 lutego 1987 r. w chwili, gdy w Polsce oazowicze gromadzili się na Jasnej Górze, na spotkaniu odpowiedzialnych za oazy. W telegramie przesłanym po jego śmierci, Jan Paweł II nazwał go "gwałtownikiem Królestwa Bożego". Pisał, że był on prawdziwym kapłanem Bożym, pełnym ufności i zawierzenia Bogu bez względu na konsekwencje.

9 grudnia 1995 r. rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. Doczesne szczątki ks. Blachnickiego zostały sprowadzone do Polski i spoczęły w kwietniu 2000 r. w Krościenku, gdzie spędził on najbardziej twórcze lata swego życia. W listopadzie 2001 roku zakończono proces beatyfikacyjny w diecezji, w 2002 rozpoczął się proces beatyfikacyjny w Rzymie.

 

za: http://oazaradzionkow.cba.pl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Anti-spam: complete the taskJoomla CAPTCHA

Liturgia dnia

Pray for peace!

 

Pontifex_pl


Śledź na bieżąco nauczanie papieskie na wiara.pl

Papieski twitter

Świętość nie oznacza robienia nadzwyczajnych rzeczy, ale jest robieniem tych zwyczajnych z miłością i wiarą. Holiness doesn’t mean doing extraordinary things, but doing ordinary things with love and faith. (5.12.2013)

Biblia

Bądź za życiem!

Dowiedz się! Co oznacza ΦΩΣ-ΖΩΗ? Czym jest Ruch "Światło-Życie"

oraz jego gałąź rodzinna Domowy Kościół

a także dzieło Krucjata Wyzwolenia Człowieka ?

 Ks. Franciszek Blachnicki
 

 Ks. Wojciech Danielski

    

Odwiedza nas 71 gości oraz 0 użytkowników.

Odsłon artykułów:
5490140

 Copyright © 2018 Jezus jest Panem! Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. Strona istnieje od: 10.04.2001 r. 
Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania materiałów znajdujących się na tmoch.net (szczególnie autorskich grafik i fotografii) bez zgody właściciela witryny. Niniejsza witryna jest w ciągłym rozwoju; strony są dodawane, modyfikowane i... czasami niektóre usuwane. Czasem pozwalam sobie modyfikować, poprawiać bądź uaktualniać już istniejące notki. Taki już jestem :) Aby wesprzeć dzieło ewangelizacyjne "tmoch.net", zobacz zakładkę "wsparcie" [->].