Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych -  osiągniesz zbawienie.
Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami - do zbawienia. (Rz 10,8-13)

Blogowanie katolika. O myśleniu i mówieniu cz. 2

"Ogryzek. Zgryzek. Kto cię lubi? ..."

Z tego, że ktoś coś pisze w internecie, nie wynika, że należy bezkrytycznie go czytać i potulnie zgadzać się z jego przemyśleniami. A z tego, że ktoś pisze dużo, również nie wynika, że jest najmądrzejszy i zna się na wszystkim, więc z jego głosem trzeba się liczyć. Nawet jeśli jest blogerem na portalu katolickim. Tu czasem lepiej byłoby, gdyby ci co myślą, że znają się na wszystkim i wiedzą lepiej, pisali właśnie mniej.  Bo niby dlaczego należy "blogera A" bardziej słuchać niż biskupów czy teologów lub świętych, a "blogera B" bardziej niż przeciętnego Kowalskiego albo bardziej od innych publicystów? To może nich te gwiazdy katolickiej blogosfery i publicystyki komunikują się miedzy sobą, oszczędzając czytelnikom ich "talentu"? A zupełna pomyłką jest postawa pisania w kontrze do poglądów Kościoła.

Myślę, że ciężko jest takim neo-publicystom, których nazwiska w szerszym obiegu nic nie znaczą. Meczące jest dla nich to kreowanie swojej publicystycznej marki. Trzeba wiedzieć lepiej, co myśli papież, lepiej niż sam papież a jednocześnie myśleć w kluczu redakcji czy środowiska. Aktualne wydarzenia w Kościele i świecie oceniać przez wąskie gardło myślenia środowiska, z którym się utożsamia. Nagiąć sumienie tak, aby relatywizm czy współczesny głos świata, nie poczuł się dyskryminowany. Uważać, aby nie być "świętszym od papieża", aby nie zaszufladkowano jego głosu jako "konserwatysty, kato-taliba, mohera, fundamentalisty, ...", zwłaszcza w tych tematach gdzie głos Kościoła i Ewangelii diametralnie rozmija się z tym, czym żyje dzisiejszy świat. Umiejętnie korzystać z kpiny czy ironii, których to wzorców postaw daremnie szukać w Ewangelii. Zgłaszane argumenty "ad contra" nauczyć się umiejętnie przemilczeć i broń Boże nie uwzględniać ich w dotychczasowej własnej retoryce. Np. krucjaty zło, islam pokój - a kto myśli inaczej niż wspomniane środowisko, to odesłać do do książek. Najczęściej jednak ci odsyłający do książek, sami wspomnianych nie czytają. Najważniejsze jednak nauczyć się "odwracać kota ogonem" i umiejętnie zmieniać temat dzięki "argumentom kazusowym" (tj. znaleźć jakiś wyjątek, kazus, czy nawet hipotetyczny argument (nawet nie musi być związany z tematem), aby nim zakrzyczeć temat ewentualnie przesunąć dyskusję na inne tory lub zamydlić ją w oparach absurdu. A gdyby to nie pomogło, zamknąć dyskusje argumentem "tak zrobiłby Jezus", oczywiście bez wcześniejszego zapytania się o to Jezusa. I tak koło pustych myśli się zamyka. 

Meczące jest dla nich to kreowanie swojej publicystycznej marki. Nie każdy przecież musi dobrze znosić to, że jest członkiem np. jakiejś grupy na fb (często środowiska, z którym się nie utożsamia, lub z którym nic go nie łączy) np. grupy oazowiczów, tylko dlatego, że są tam potencjalni czytelnicy jego wypocin. Niewygodnym może być wtedy pytanie administratora grupy, starającego się poznać powody obecności w grupie czy zamieszczenia postów. Usuniecie zaraz jest nazwane - "cenzura". Traumatyczne przecież może być to, że mimo to, nikt go nie czyta czy komentuje. Albo co gorsza, komentuje wytykając płytkość wniosków czy argumentacji, uleganie stereotypom. Wtedy w miejsce dyskusji i wymiany myśli, taki publicysta najchętniej adwersarzom wymieniłby mózgi - oczywiście na kompatybilne ze swoim. Tak jakby należało się pogodzić z tym, że w necie muszą istnieć inne standardy rozmowy niż te co w świecie niewirtualnym (tu nie wcinasz się komuś w słowo, nie zaczynasz dyskusji jak się nie przedstawisz, nie zachowujesz się jak akwizytor, nie przysiadasz się do kogoś nieznajomego). Może dlatego moich blogowych wpisów nie reklamuję ani na moim profilu, ani na grupach, na których jestem. Co z tego, że mam tylko kilku a nie setki czytelników? Trudno :) 

Męczący musi być ten wewnętrzny przymus skomentowania wszystkiego, co ktoś inny napisał, a w szczególności wpisów osób, których się nie lubi czy nie toleruje. A przecież można taki wpis zakończyć wypowiedzianym w duszy staropolskim "łech", czy też którymś z dopuszczonych w obiegu tłumaczeń czy synonimów, zamiast od razu wyciągać z kabury odbezpieczony długopis. I jakoś tak się zawsze dzieje, że wyłuskane są te, z którymi ktoś się nie zgadza, do których można się czepnąć, zamiast tych, które podzielamy. Można też prywatnie rozedrzeć szaty czy lokalnie załamać ręce. Choć najczęściej wystarczy stuknąć się w czoło. Na marginesie - czasem wydaje się, że podobnie jak na pistolet tak samo na długopis, powinno obowiązywać tożsame pozwolenie na broń. Zaś w kodeksie karnym powinien zostać dodany paragraf zatytułowany "napaść z długopisem w ręku". Takie czasy.

Czasem trzeba mieć do siebie i swojej twórczości zdrowy dystans. Warto sobie założyć, że nie każda moja notka zasługuje na NIKE, nie każdy blog jest natchniony, nie każda książka wyjątkowa, nie każda myśl rewolucyjna, nie każda rada mądra, nie każda uwaga na miejscu (...). Trzeba być - w znaczeniu chrześcijańskim - pokornym, czyli nie wywyższać się ponad miarę, ani nie umniejszać Bożych darów, które otrzymaliśmy. 

Kiedy nie ma się swoich poglądów, czasem wygodniej jest utożsamić się z cudzymi, nawet jeśli się ich nie rozumie. Wtedy nawet przez cytowanie "katolickiej inteligencji" niejeden poczuje się inteligentny. Ale czy automatycznie stanie się lepszym tj. bardziej podobnym do Jezusa? Wątpię! Nawrócenie i świętość rodzi się z autentycznego spotkania z Bogiem żywym a nie przez utożsamienie się z jakimiś poglądami czy racjami. Prawdziwa zaś mądrość jest zawsze owocem zasłuchania się w Ducha Świętego i konsekwencją zgody na Jego działanie w nas.

Czasem to medialne przekonywanie do własnych racji w kontrze do racji konkurencji jest jak dziecinne rzucanie się ogryzkami w szkole: ani zabawne, ani pouczające, ani sensowne. Tak działa świecki świat mediów - również tych internetowych. Pytanie, czy niektóre środowisk katolickie, muszą temu ulegać?

Oczywiście mogę się mylić. :) Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe.

 

 

Ps. A gdyby ktoś pytał o szerokie tło dla tych przemyśleń odsyłam do kilku stron:

 

 Ps. 2 "mochizm": Umiejętność stawiania na forach internetowych mądrych pytań, jest dopiero dowodem inteligencji pytającego. Mądrość ma swój początek tam, gdzie zaczyna się, oparte na prawdzie i zanurzone w miłości, szukanie odpowiedzi na nie, które znajduje swoje dopełnienie w Bogu.

 

i jeszcze jeden "mochizm": Kiedy mówisz na co dzień o sprawach błahych, kiedy dyskutujesz na forach, kiedy formułujesz sądy - rób to tak, żeby kiedy będziesz mówił o pięknym i dobrym Bogu, twój słuchacz nie miał wątpliwości, że mówisz to na serio i szczerze.

 

 

Poprzednie przemyślenia w tym temacie są w notce "O myśleniu i mówieniu cz. 1".

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Anti-spam: complete the taskJoomla CAPTCHA

Tak dla ŻYCIA

#zaŻyciem #prolife #StopAborcji

Każde poczęte dziecko ma unikalny kod DNA!!! Tak mówi nauka i tak wychodzi w badaniach laboratoryjnych. Jest to zatem jego/jej (dziecka) ciało. Niech świat pozwoli im żyć, rosnąć, rozwijać się. TAK DLA ŻYCIA!

Św. Tomasz Z Villanova OESA, Abp

Pray for peace!

 

Kromka Słowa!

 Zintegrowana baza tekstów papieskich:

* [Jan Paweł II: Przemówienia i orędzia]

Pontifex_pl


Śledź na bieżąco nauczanie papieskie na wiara.pl.
U mnie dział: papieska inspiracja.

Papieski twitter

Świętość nie oznacza robienia nadzwyczajnych rzeczy, ale jest robieniem tych zwyczajnych z miłością i wiarą. Holiness doesn’t mean doing extraordinary things, but doing ordinary things with love and faith. (5.12.2013)


Pan mój i Bóg mój

Biblia


Rok Rodziny Amoris Laetitia
2021-2022

Rok Św. Jakuba

 
Parafia św. Mikołaja w Grójcu


- materiały dodatkowe

Odwiedza nas 51 gości oraz 0 użytkowników.

Odsłon artykułów:
8610406
     

Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania materiałów znajdujących się na tmoch.net (szczególnie autorskich grafik i fotografii) bez zgody właściciela witryny. Niniejsza witryna jest w ciągłym rozwoju; strony są dodawane, modyfikowane i... czasami niektóre usuwane. Czasem pozwalam sobie modyfikować, poprawiać bądź uaktualniać już istniejące notki. Taki już jestem :)  Aby wesprzeć dzieło ewangelizacyjne "tmoch.net", zobacz zakładkę "wsparcie" [->]. 

     
   
    Copyright © 2021 Jezus jest Panem! Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. Strona istnieje od: 10.04.2001 r.