Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych -  osiągniesz zbawienie.
Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami - do zbawienia. (Rz 10,8-13)

Otwartość na Jego łaskę i zdanie się na Jego wolę owocuje

Nagle wszystko zaczęło się burzyć. Nigdy nie byłam do końca zadowolona z siebie samej, ze swojego życia, ale od listopada ze zdwojona siłą poczułam, że w moim życiu coś nie gra. Rozpoczęły się intensywne poszukiwania ścieżki mojego powołania. Zaczęły się pojawiać ogromne wątpliwości co do moich studiów – czy to co robię w ogóle ma sens? Czy to jest moja droga? Podobne pytania rodziły się we mnie odnośnie trwania w Oazie. Czułam, że jestem nie na swoim miejscu, jednak podjęte zobowiązania należy wypełnić do końca. Za tym szły ogromne wyrzuty robienia wielu rzeczy bez przekonania i zaangażowania.

Następnie posypały się relacje z moimi bliskimi. Zaczęłam się odcinać od ludzi, którzy jak uważałam mają swoje problemy i nie chcę ich obarczać jeszcze swoimi błahymi sprawami. Kumulowały się we mnie wszystkie wątpliwości, negatywne emocje z nikim nie dzielone, żale, a w końcu i pretensje o brak zainteresowania moją osobą… Koło powoli się zamykało. Potem doszło przemęczenie nadmiernymi obowiązkami, które nakładałam na siebie, aby po prostu coś robić i nie rozmyślać za dużo. Żyłam w biegu, wmawiałam sobie, że właśnie to jest właściwe- bo nie marnuję czasu, bo ciągle podążam do przodu. W pewnym momencie miarka się przebrała. Jedno drobne niepowodzenie, jeden szczegół nie po mojej myśli wyprowadził mnie z równowagi. Wszystkie kumulowane przez tyle miesięcy negatywne emocje, tłumione przez aktywizm teraz znalazły swoje ujście. Wylał się potok łez, którego nie mogłam opanować przez całą godzinną podróż do domu. Uświadomiłam sobie swoją bezsilność, słabość, nędzę…. Ogromne rozgoryczenie i użalanie się nad sobą. Z serca wyrywały się gorące modlitwy, aby Pan zadziałał.

Mimo codziennych modlitewnych błagań o uleczenie - ten stan tylko się pogłębiał. Dochodziły do mnie coraz to nowe sygnały o mojej słabości i bezradności. Po pewnym czasie zaczęłam się nawet obawiać, że wpadłam w jakiś stan depresyjny. Budziłam się rano i na samą myśl o kolejnym dniu do przeżycia zbierało mi się na płacz. Nigdy nie byłam osobą, która ujawnia swoje uczucia przy innych. Teraz nie potrafiłam zapanować nad sobą, wyrazy smutku i cierpienia często pojawiały się tam, gdzie bardzo ich nie chciałam. Unikałam więc kontaktu ze znajomymi, aby nie widzieli mnie w takim stanie. Działo się o wiele więcej, lecz nie jestem w stanie teraz wszystkiego opisać. Zmęczenie całą tą sytuacją jeszcze bardziej zacieśniało pętlę…

U szczytu mojej wytrzymałości psychicznej Pan mnie pocieszył i umocnił. Gdy już zbyt dotkliwie odczuwałam, że nie daję sobie rady z całą tą sytuacją, przełamałam się i podzieliłam w kilku zdaniach z osobami ze wspólnoty moim bólem. Klika osób obiecało modlitwę w mojej intencji. Jakże uderzyła mnie moc modlitewnego wsparcia wspólnoty, gdy kilka godzin później po powrocie ze spotkania, podczas wieczornego rozważania Słowa Bożego przeniknął mnie do głębi fragment z Księgi Malachiasza ( Mal 1,1-5 ):
„Umiłowałem was – mówi Jahwe – a wy powiadacie: << w czym przejawia się Twoja miłość?>> (…) Jeżeli Edom powie: <<jesteśmy wprawdzie zniszczeni, ale odbudujemy znowu ruiny>>, to Jahwe Zastępów mówi: <<Niech budują, ja będę burzył>>”.

Wtedy wszystko stało się takie jasne i oczywiste… To co ostatnio przeżywałam było przejawem miłości Jahwe!!! To On burzył wszystko, co ja tak usilnie próbowałam budować po swojemu. Burzył moje plany, wyobrażenia o dorosłym samodzielnym życiu. Burzył w moich relacjach z ludźmi to, co pełne egoizmu. Burzył poleganie na sobie, poczucie samowystarczalności. Burzył bo mnie kocha i nie chce, abym dalej błądziła po wyznaczonych przeze mnie ścieżkach. Burzył i oczyszczał łzami rozlewanymi nad moją beznadziejnością. Ten obraz tak silnie do mnie przemówił, tak niesłychanie zadziwił! Wszystko nabrało sensu i ból przerodził się w dziękczynienie za Jego niesamowity plan przemiany.

Nadal tą ścieżką kroczę, i nadal nie jest łatwo i przyjemnie. Ale świadomość obecności kochającego Taty przy mnie w każdej trudnej sytuacji pomaga iść dalej i dalej… Otwartość na Jego łaskę i zdanie się na Jego wolę owocuje w kolejne małe cuda.
CHWAŁA PANU!!!
Magda

(Świadectwo opublikowane na profilu DA na facebooku,
Duszpasterstwo Akademickie św. Anny w Warszawie, 14 marca 2012)

 

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Anti-spam: complete the taskJoomla CAPTCHA

Liturgia dnia

Pray for peace!

 

Kromka Słowa!

Pontifex_pl


Śledź na bieżąco nauczanie papieskie na wiara.pl

Papieski twitter

Świętość nie oznacza robienia nadzwyczajnych rzeczy, ale jest robieniem tych zwyczajnych z miłością i wiarą. Holiness doesn’t mean doing extraordinary things, but doing ordinary things with love and faith. (5.12.2013)

Biblia

Bądź za życiem!

Dowiedz się! Co oznacza ΦΩΣ-ΖΩΗ? Czym jest Ruch "Światło-Życie"

oraz jego gałąź rodzinna Domowy Kościół

a także dzieło Krucjata Wyzwolenia Człowieka ?

 Ks. Franciszek Blachnicki
 

 Ks. Wojciech Danielski

    

Odwiedza nas 56 gości oraz 0 użytkowników.

Odsłon artykułów:
5691325

 Copyright © 2018 Jezus jest Panem! Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. Strona istnieje od: 10.04.2001 r. 
Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania materiałów znajdujących się na tmoch.net (szczególnie autorskich grafik i fotografii) bez zgody właściciela witryny. Niniejsza witryna jest w ciągłym rozwoju; strony są dodawane, modyfikowane i... czasami niektóre usuwane. Czasem pozwalam sobie modyfikować, poprawiać bądź uaktualniać już istniejące notki. Taki już jestem :) Aby wesprzeć dzieło ewangelizacyjne "tmoch.net", zobacz zakładkę "wsparcie" [->].