Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych -  osiągniesz zbawienie.
Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami - do zbawienia. (Rz 10,8-13)

Bo alternatywa jest nie do zniesienia

Ponieważ nie grozi mi, że niezliczone rzesze będą czytać moje notki, dziś trochę zamieszanych przemyśleń, które potrzebują przemodlenia. Po pierwsze piękna myśl z jednej ze stron prawosławnych, na kanwie wzruszającego gestu Franciszka proszącego Bartłomieja o błogosławieństwo. A myśl brzmi: "bez dialogu w miłości nie ma dialogu w prawdzie" (Without the ‘Dialogue of Love’, there is no ‘Dialogue of Truth’). To chyba dobry obraz bycia prostaczkiem - jak pokazuje nam dzisiejsza Ewangelia - ci są szczęśliwi, że widzą prawdziwą mądrość i roztropność, która nie jest wypracowaną przez człowieka umiejętnością czy zdolnością, ale darem którego dawcą jest Duch Święty. Bo bez miłości, która przecież wymaga prawdziwych form wyrazu - nie tylko pustych słów - to zamiast prostaczkiem można być co najwyżej prostakiem.

Druga myśl. W Wielu parafiach organizowane są już rekolekcje adwentowe. Niestety - choć czas przyspieszył - formy ich głoszenia często pozostają niezmienne. Nadaj wygodniej mówić do ludzi niż z ludźmi rozmawiać. Bo naprawdę nie jest istotne czy rekolekcjonista powie coś ciekawego lub fajnego czym zaskoczy, ale żeby w człowieku coś zaskoczyło, by usłyszał i dał się przemienić Słowu Żywemu. Tym co mnie zawsze boli, to niedostosowywanie przekazu pod odbiorcę albo ludzkie kalkulacje. Taki przykład - rekolekcje dostosowane wyłącznie do osób starszych, przy pominięciu młodych. Bo co z tego, że na spotkanie dla młodych przyszłoby 10 osób - czy to wystarczający argument, aby młodzieży nie zauważyć - a niech to będzie nawet 15 minut spotkania po Mszy. I wcale mnie nie przekonuje powiedzenie, że mogą pójść na inne rekolekcje - np. akademickie. No mogą, ale czy to przybliży ich do własnej parafii? Śmiem wątpić. Zrodziło się też w mnie pytanie - skoro mamy rekolekcje adwentowe czy wielkopostne - czemu nie mamy adwentowych czy wielkopostnych ewangelizacji? Jasne - starszych mamy przygotować na godną (dobrą) śmierć - ale młodzi maja przed sobą całe życie, i naprawdę ma znaczenie czy przejdą je ubogaceni miłością Bożą, czy przetoczą się po nim jak buldożer. Pod koniec ich życia czasem może być za późno, żeby przekonać ich, że Bóg kocha ich pomimo grzechu. Negatywne doświadczenia mogą być silniejsze. Nie tylko w medycynie, ale i w życiu duchowym, profilaktyka jest lepsza niż leczenie.

Kiedy prawo (zwyczaj) dyspensuje nas z miłości - dzieje się źle. Urzędnicze relacje z parafianami nie ożywiają wiary. Powiedzenie "zamknięte" bez dialogu miłości to przecież nic innego jak dać komuś w twarz. Ja w swoim myśleniu zawsze pytam się o alternatywę. Tu na myśl przychodzi mi jeden cytat z serialu "Nieśmiertelny" - taaaaak, kiedyś w czasach licealnych mnie wciągnął (może z sentymentu do filmu). Tam w jednej ze scen Duncan pyta Methos-a "Dlaczego mi pomagasz?" i uzyskuje odpowiedź "bo alternatywa jest nie do zniesienia". Aż sobie ten dialog zapisałem. Wraca myśl z Evangelii Gaudium (pkt 266): "Nie można wytrwać w ewangelizacji pełnej zapału, jeśli nie jest się przekonanym na podstawie doświadczenia, że to nie to samo: poznać Jezusa lub nie znać Go; że to nie jest to samo: podążać z Nim lub kroczyć po omacku; że to nie jest to samo: raczej móc Go słuchać, niż ignorować Jego Słowo; że to nie jest to samo: raczej móc Go kontemplować, adorować, móc spocząć w Nim, niż nie móc tego czynić. Nie jest tym samym usiłowanie budowania świata z Jego Ewangelią, co czynienie tego jedynie w oparciu o własny rozum. Wiemy dobrze, że życie z Jezusem staje się o wiele pełniejsze i że z Nim łatwiej znaleźć sens wszystkiego. I dlatego ewangelizujemy". Czy godzę się na to, że ktoś przez moje zaniechania zamiast Jezusa wybierze inną alternatywę? To pytanie o motywacje.

I myśl ostania - o argumencie z pełnymi kościołami - czyli statystycznym. Często ktoś mówi "to jest dobre, bo był pełny kościół ludzi", albo ruchy tradycjonalistyczne są dobre i zbawcze bo we Francji mają "pełne kościoły". Moje doświadczenie jest inne. Wydaje mi się ważniejsza troska, aby choć jeden człowiek był świątynią pełną Ducha Świętego, niż kościół przepełniony "duchowymi pustakami" - a o to nie pytamy. To znaczy nie pojawia się pytanie, co ten człowiek ma w sercu - miłość czy lęk, wypełnienie prawa czy wolność Ducha, ... to ma znaczenie. To weryfikuje się w osobistej rozmowie - w tym jak człowiek się spowiada, jak się modli, jak żyje .... Nie pytamy się o to, jakie doświadczenie Boga ma konkretny człowiek - a przecież od tego zależy, jakie świadectwo o Bogu da w świecie.  Mówię to w kontekście pewnego doświadczenia - ostatnio po Mszy świętej na której było z 200 osób zaprosiłem na 30 minutowe spotkanie o modlitwie. Zostało 8 osób. Czy było warto? Tak - nawet gdyby została jedna. I za tą jedną można podziękować Bogu. Do tego, aby się pomodlić wspólnie, jedna dodatkowa osoba wystarcza - jest okazja aby Jezus był obecny tam gdzie Jego imię wzywane jest przez dwóch lub trzech.

Kiedy do kancelarii przychodzi osoba "nie w czasie", nic nie stoi na przeszkodzie porozmawiać, pomóc - pomodlić się wspólnie. Skoro mamy modlić się wszędzie - czemu nie tam? Za dziecko które ma być ochrzczone, za rodzinę, za tych co żyją bez Boga ... itd. Czego nie jestem w stanie zmienić sam, odmienić może Bóg. Może właśnie w tym człowieku przychodzi cierpiący Chrystus? Tylko czy ta pewność (takie przeświadczenie) nam towarzyszy?

Ma znaczenie więc czy mówię z przekonaniem czy też nie? Czy robię chałturę czy daję się prowadzić Duchowi Świętemu? Czy jestem prostaczkiem, który daje się ubogacić Bogu, czy może prostakiem myślącym, że jest bogiem?

Liturgia dnia

Pray for peace!

 

Pontifex_pl


Śledź na bieżąco nauczanie papieskie na wiara.pl

Papieski twitter

Świętość nie oznacza robienia nadzwyczajnych rzeczy, ale jest robieniem tych zwyczajnych z miłością i wiarą. Holiness doesn’t mean doing extraordinary things, but doing ordinary things with love and faith. (5.12.2013)

Biblia

Bądź za życiem!

Dowiedz się! Co oznacza ΦΩΣ-ΖΩΗ? Czym jest Ruch "Światło-Życie"

oraz jego gałąź rodzinna Domowy Kościół

a także dzieło Krucjata Wyzwolenia Człowieka ?

 Ks. Franciszek Blachnicki
 

 Ks. Wojciech Danielski

    

Odwiedza nas 64 gości oraz 0 użytkowników.

Odsłon artykułów:
5601581

 Copyright © 2018 Jezus jest Panem! Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. Strona istnieje od: 10.04.2001 r. 
Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania materiałów znajdujących się na tmoch.net (szczególnie autorskich grafik i fotografii) bez zgody właściciela witryny. Niniejsza witryna jest w ciągłym rozwoju; strony są dodawane, modyfikowane i... czasami niektóre usuwane. Czasem pozwalam sobie modyfikować, poprawiać bądź uaktualniać już istniejące notki. Taki już jestem :) Aby wesprzeć dzieło ewangelizacyjne "tmoch.net", zobacz zakładkę "wsparcie" [->].