Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych -  osiągniesz zbawienie.
Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami - do zbawienia. (Rz 10,8-13)

O bogactwie, ubogim Franciszku i o odchodzeniu z Kościoła.

Na jednym z forum pojawił się obrazek (umieszczony obok). Przekaz prosty. Lśniący samochód, buty, pałac - (bogactwo, powierzchowność, wyniosłość) trzeba odrzucić, bo przez sam fakt, jest złe - pytanie tylko co to za fakt. Klucz znany - stare było złe, nowe jest lepsze. Ulubione słowa wtedy to: hipokryzja, bizantyjski styl życia,  ... itp.

Kontekst - wyjęte (tendencyjnie) wypowiedzi z fb, okraszone nowomową laickich mediów i propagandy, używające ironii i kpiny. Tak to, od czasu do czasu, wraca medialnie ukuta myśl - ten straszny bogaty Kościół (najbardziej biskupi) no i ubogi i pokorny Franciszek, który zamiast mieszkać w wystawnym Pałacu Apostolskim, mieszka w Domu św. Marty. Na nic tłumaczenia samego papieża, że to z powodu, aby być bardziej między ludźmi. Bardziej medialny jest przekaz: "tamto jest beeee", "Kościół ma być ojtwarty (sic!)". I tak żyjemy już nie w faktach, ale "faktami medialnymi".

Zaraz pojawi się argument biblijny, o ubogim życiu Jezusa. OK, to ważne przesłanie Jezusowej Ewangelii, ale Jezus nie negował bogactwa, a tylko wzywał do nawrócenia tych, co w bogactwach złożyli swoją nadzieję a nie w Bogu. Tych, dla których "mieć" znaczyło więcej niż "być". Nie potrafili "być" miłosierni. Nie potępił samarytanina, że miał pieniądze, ale pokazał go za wzór, bo opatrzył pobitego i opłacił jego rekonwalescencję. Jednak wezwanie do życia ubogiego dotyczy wszystkich - bogatych i biednych. medialnie jednak jest to sytuacja typu "ty masz być biedny, ale wara wam od moich pieniędzy". Rozumiem taki argument w "lewackiej" prasie, oni nie widzą w sobie adresatów Ewangelii, jednak kiedy taki argumentem żongluje "wierzący" to warto zapytać "kolego/koleżanko a jak u ciebie jest z tym ubóstwem?" I nie mów, że to księża powinni świecić przykładem pierwsi - św. Franciszek porzucił bogactwa jako świecki. 

 

Wykorzystując narrację niektórych, odwołując się do dzisiejszego pierwszego czytania (Flp 4,10-19), można by powiedzieć, "ale ten św. Paweł, zamiast utrzymywać się jak kiedyś z wyrobu namiotów, pozawala utrzymywać się przez Filipian, a powinien być ubogi, czyli nie mieć nic" - tylko to nie jest ubóstwo. Ubóstwo w znaczeniu biblijnym, to nie jest brak niczego, ale że wszystko zawdzięczam Bogu. Jasne, że św. Paweł nie miał mercedesa, ale co to za argument - po co mieć mercedesa jak paliwo do niego zostanie wynalezione 19 wieków później - to gdzie tu logika. :P

Oczywiście biskupom nie wolno mieć mercedesów, bo gorszą i trafią do piekła ... ile razy to argument tych troskliwych i życzliwych. Jeden ktoś nawet proponował, aby kontrolować "majątki" hierarchii. Odwołując się do argumentów powyżej, tak się zastanawiam, czy  zwykłemu katolikowi przystoi mieć mercedesa, czy też będzie się smażył w piekle? Może w duchu odpowiedzialności za siebie nawzajem zabronić dóbr materialnych, albo wzajemnie się kontrolować. Statystycznie świeckich jest więcej. Przy takim "świadectwie" licznych świeckich (szczególnie tych apelujących o radykalne ubóstwo w Kościele) do kościołów trzeba będzie wstawić drzwi obrotowe, żeby ludzie się w wejściu nie stratowali.

Ludzie nie odchodzą z Kościoła (od wiary) z powodu bogactwa biskupów, tak samo jak z powodu ich biedy do niego nie wracają. Sam mogę wskazać szereg księży żyjących tak biednie, że aż ubogo. A mało kto widząc ich powie, jak chcę tak jak oni. Lepiej znaleźć "uciszacza sumienia", i powiedzieć skoro on tak żyje, to ja nie muszę inaczej. Ludzie odchodzą od wiary ponieważ nie jest ona dla nich wartością. Odchodzą od Boga, ponieważ mu nie ufają albo w niego nie wierzą. Nie modlą się, nie chcą Go poznawać. Dziś w kościołach jest dość pokaźna grupa deistów, czyli osób, deklarujących się jako "wierzę w Boga" ale nie budujących z nim jakiejkolwiek relacji. Bóg staje się dla nich wyłącznie hasłem a nie osobą. I dlatego tak łatwo jest go porzucić jeśli tylko nadarzy się lepsza propozycja. A Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi "żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie". Tak więc tam gdzie nie ma relacji z Bogiem żywym, tam się nim wzgardzi.

To jak w przypowieści o marnotrawnym synu. Nie ma szacunku do Ojca, to można zabrać co nam się wydaję, że nasze i sobie pójść. Paradoksalnie w tej przypowieści ojciec oddał swój majątek, bo dopóki żył, nie należał do syna, nie było wiec to jego bogactwo. A przecież - patrząc na więzi rodzinne w tamtych czasach - taka prośba na dworze np. królewskim zakończyła by się zabiciem syna. Tak więc miłosierdzie ojca objawia się już na początku - przeżył. Możliwe, że ojciec myślał, może kiedyś się opamięta, może odkryje jak go kocham. Uszanował jego wolność - dał mu czas. Wielu wiec podobnie mówi dziś Kościołowi, dawaj co nam się należy i papa. Droga powrotna do Kościoła prowadzi przez ponowne odkrycie kim jest Ojciec i co dla nas robi.

Dlatego w ewangelizacji głoszę miłość Boga, a nie zachwalam moje ubóstwo. Bo gdybym rozdał na jałmużnę całe bogactwo a nie miał miłości, byłbym niczym. Wychodząc na kazanie, chwalę Boga a nie mój zapuszczony i poobijany samochód. Bo samochód ani ja nie zbawiamy. Nie tłumaczę błędów innych ludzi, bo nie mam wglądu w ich serca, ale mówię o Bogu miłosiernym, który jest ratunkiem dla każdego syna. I tego marnotrawnego i tego, który był przy ojcu, ale czuł się jak niewolnik.

Łatwo jest stać z boku i mówić, "ooooooo gdyby X lub Y, albo bp X lub kard.Y żyli tak a siak, to ludzi byłoby w kościołach pełno, a papież Franciszek to .... ". Takim nie przeszkadzają pełne kościoły ludzi pustych w środku. Ja wolę, aby będący w kościele (nawet w małej liczbie) byli pełni Boga. Bo tacy - odkrywając Boga jako źródło radości - nie tylko Go nie porzucą, ale innych do Niego przyprowadzą. To Bóg jest naszym bogactwem.

 

Ps. Zamyślenie retoryczne. Czy na pewno powiedzenie "fakt autentyczny" jest pleonazmem? Bo coraz więcej w mediach (w tym w sieci) takich faktów, które z prawdą - w tym z autentycznością - mają niewiele wspólnego. Co więcej, upierający się przy nich czy je podtrzymujący - wbrew logice i prawdzie - wcale nie zabiegają o to, czy ukazywane "fakty" mają potwierdzenie w rzeczywistości. Uważajmy na mity i nie nazywajmy ich faktami, podobnie jak telewizyjne programy informacyjne np. Wydarzenia, Fakty, Wiadomości lepiej nazywać: "Redakcyjne interpretacje na temat". Bo śledząc media równie ważne jest zauważyć co się mówi, jak również o czym się milczy lub o czym mówi się głośno a o czym szepce. Koniec zamyślenia.

Liturgia dnia

Sł. Boży ks. Kard. Stefan Wyszyński

Pray for peace!

 

Kromka Słowa!

Pontifex_pl


Śledź na bieżąco nauczanie papieskie na wiara.pl

Papieski twitter

Świętość nie oznacza robienia nadzwyczajnych rzeczy, ale jest robieniem tych zwyczajnych z miłością i wiarą. Holiness doesn’t mean doing extraordinary things, but doing ordinary things with love and faith. (5.12.2013)

Biblia

Bądź za życiem!

Dowiedz się! Co oznacza ΦΩΣ-ΖΩΗ? Czym jest Ruch "Światło-Życie"

oraz jego gałąź rodzinna Domowy Kościół

a także dzieło Krucjata Wyzwolenia Człowieka ?

 Ks. Franciszek Blachnicki
 

 Ks. Wojciech Danielski

    

Odwiedza nas 59 gości oraz 0 użytkowników.

Odsłon artykułów:
5889968

 Copyright © 2020 Jezus jest Panem! Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. Strona istnieje od: 10.04.2001 r. 
Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania materiałów znajdujących się na tmoch.net (szczególnie autorskich grafik i fotografii) bez zgody właściciela witryny. Niniejsza witryna jest w ciągłym rozwoju; strony są dodawane, modyfikowane i... czasami niektóre usuwane. Czasem pozwalam sobie modyfikować, poprawiać bądź uaktualniać już istniejące notki. Taki już jestem :) Aby wesprzeć dzieło ewangelizacyjne "tmoch.net", zobacz zakładkę "wsparcie" [->].