Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych -  osiągniesz zbawienie.
Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami - do zbawienia. (Rz 10,8-13)

Zbawca czy egzekutor? Gospodarz czy myśliwy?

Motto:„Mądrość jest wspaniała i niewiędnąca: ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, i ci ją znajdą, którzy jej szukają, uprzedza bowiem tych, co jej pragną, wpierw dając się im poznać. (…) Początkiem jej najprawdziwszym - pragnienie nauki, a staranie o naukę - to miłość, miłość zaś - to przestrzeganie jej praw, a poszanowanie praw to rękojmia nieśmiertelności, a nieśmiertelność przybliża do Boga. Tak więc pragnienie Mądrości wiedzie do królestwa”. (Mdr 6, 12-13.17-20)

W obiecanej notce, tłem będzie ludzka śmierć (czy ogólnie mówiąc - przemijanie), co w kontekście uroczystości Wszystkich Świętych oraz wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych, jest jak najbardziej zasadne i na czasie.

Człowiekowi szczególnie trudno jest mówi się o śmierci, umieraniu czy w ogóle o ludzkim przemijaniu, jeśli od pytania o koniec ludzkiego życia się ucieka a w życiu codziennym stara się je zagłuszyć - czasem wręcz narcystycznym – przywiązaniem do tego świata. Dlatego śmierć będzie tylko tłem tej notki, bo chcę mówić o życiu. Zacznę od prawdy biblijnej, w której upewnia nas św. Paweł pisząc: „On nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. Ukazana zaś została ona teraz przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię” (2 Tm 1,9-10). To Jezus jest zmartwychwstaniem i życiem. Pisać więc będę o tym świetle.

 

Kontekst pierwszy - niepraktykujący.

Wpierw wypowiedź osoby niewierzącej, pewnego celebryty, wychowanego na "papce marksistowskiej" (tekst i podkreślenia za serwisem plotkarskim – to też niesie jakąś treść): „Uczestniczyłem ostatnio w pogrzebie Ani Przybylskiej. Ksiądz w kościele mówił z zaangażowaniem sprzedawcy mebli. O jednej z najcudowniejszych istot, jakie znałem, wygłaszał frazesy rodem z Wikipedii. Padały slogany o tym, że "Bóg jest łaskawy i sprawiedliwy". To największe kłamstwo, jakie czytałem, od dwóch tysięcy lat. Tylko bezlitosny egoista potrafi zabrać młodą matkę trójce dzieciaków. Ale to nie wszystko. W trakcie mszy poświęconej zmarłej osobie Kościół nie zajmuje się tym, kto odszedł, nie zajmuje się jej rodziną i bólem. Kościół zajmuje się sobą. Swoim pieprzonym ewangelicznym narcyzmem. Jak padły słowa "Przeprośmy za nasze grzechy", to aż zacisnąłem pięści z bezradności. A kiedy wy przeprosicie za swoje - za obłudę, pedofilię, zachłanność i bizantyjski styl życia? Kiedy ten wasz Bóg przeprosi rodzinę Ani, że gdy ona odchodziła, on zajmował się doglądaniem budowy kolejnej świątyni. Niech przeprosi Jarka, że zabrał matkę jego dzieci. Z pozycji kolan nie zmieni się ani świata, ani własnych horyzontów. Czasami mam wrażenie, że gdyby to od Polaków zależała ewolucja, to chodzilibyśmy wyłącznie na kolanach”.

Przepraszam, że to cytuję na mojej stronie. Chciałoby się sparafrazować słowa Pisma i powiedzieć „głupi i smutny jest człowiek, który mówi w swoim sercu, nie ma Boga” (Ps 14,1). Nie będę się nad nim pastwił. Inne media już wzięły jego wypowiedź na warsztat.

 

Kontekst drugi - praktykujący.

Znajomi dowiedzieli się o umierającym na raka chłopcu. Uruchomili sztafetę modlitewną o życie dziecka. Skrzyknęli znajomych, aby prosili Boga o cud. Chłopiec zmarł. Pełni goryczy mówili: „Czy jest sens modlitwy? Co to za Bóg, który pozwolił umrzeć dziecku? Jak wspomnę matkę z martwym dzieckiem to nie wierzę w życie wieczne, nie wierzę w Boga”. Jasne – emocję podsuwają różne myśli a smutek zaciemnia osąd.

Ale ja też często wspominam inna matkę z martwym synem. To wyobrażenie nazywamy „Stabat Mater dolorosa” i choć naturalne jest zapytać „Boże dlaczego” to jednak nie ma w tej scenie obwiniania Boga. To nie On wbił gwoździe, ubiczował, wyszydził, opluł, … To zrobił człowiek. Podobnie – kiedy umiera człowiek na jakąś chorobę – dziecinne jest przypisywać siłę sprawczą Bogu. I niezależnie jaki mamy światopogląd, niezależnie jak długo przyjdzie nam żyć – nie będziemy żyć wiecznie na ziemi – umrzemy (obojętne czy naturalnie czy z jakąś pomocą).

 

 

Źródło rozczarowań.

Jaka jest więc odpowiedź wiary i źródło błędu? W Piśmie Świętym opisana jest taka scena. Przyszła do Jezusa grupa saduceuszy i na podstawie swoich teorii (w ich mniemaniu logicznych i umocowanych na Biblii) chcieli wpędzić Jezusa w ślepy zaułek, tak aby przyznał, że nie ma zmartwychwstania a sama Biblia jest nieżyciowa. A saduceusze to nie byle kto, to arystokracja Izraela, elity. Jezus im odpowiedział „Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej” (Mt 22,29). Dlaczego ktoś może Bogu przypisywać to czego nie zrobił, albo nie powiedział i widzieć w Nim tego, kim nie jest? No właśnie dlatego: nieznajomość Pisma i nieznajomość mocy Boga. Blokada jest po stronie człowieka a nie dlatego, że Bóg tak chciał. Dla takiej osoby, to co mówi Pismo staje się frazesem, bo tego słowa nie łączymy z osobą. Wartość i siła cytowanych przez nas słów ludzi nie biorą się często z treści, bo te są przeważnie oczywiste, ale z pozycji osoby, która te słowa wypowiada. Z dumą obwieszczamy - "to powiedział znany poeta" - albo - "tak twierdził wykształcony człowiek". A kiedy pada słowo Pisma Świętego to myślimy sobie - "za tym frazesem nie stoi nikt ważny" - "można tą książkę pełna bajek podrzeć i zniszczyć". Łatwo jest egoiście szukać w innych egoizmu, bo inaczej nie potrafi – i to jest smutne. Wtedy nawet Msza staje się "poświęcona komuś" a nie jest spotkaniem z KIMŚ – z Bogiem. Bóg nie jest egoistą - jest wzorem i źródłem miłości (troski). Nie tylko bowiem my jesteśmy darem dla kogoś, ale najczęściej inni są darem dla nas.

 

Obraz Boga.

I tu dochodzę do tematu notki. Jaki mamy obraz Boga i skąd go czerpiemy? Czy Bóg jest myśliwym biegającym po świecie i polującym na człowieka, cieszącym się, że kogoś upolował? Czy jest może gospodarzem zapraszającym nas do bezpiecznego domu? Z jednej strony myśli sobie ateista „Bóg nie istnieje” a z drugiej strony przypisuje mu wszelkie zło. To gdzie tu konsekwencja? Chyba, że sam celebryta jest dla siebie bogiem, ale co to za bóg, który jest bezsilny i ograniczony. A może zna jakiegoś innego boga, który zachowuje się inaczej. Ja znam – to ten z kart Pisma Świętego - tego "celebryckiego boga" nie kojarzę. Nie wiem skąd ateiści znają tego egoistycznego boga – może chodzi o tego ciskającego w ludzi piorunami, albo jakiegoś innego ze starożytnej Grecji. Pismo Święte nie pokazuje Boga egzekutora czy myśliwego, ale pasterza, wybawiciela, gospodarza. A nawet jeśli ukazuje Boga jako wojownika (mocarza), to przeciwnikiem jest zło, a Bóg jest tym, który ratuje i chroni (np. Ps 7, 11; 28, 7-8).

Pismo Święte zapewnia „śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących” (Mdr 1,13). Kiedy to sobie kiedyś uświadomiłem przestałem mówić "Bóg go zabrał" a zacząłem mówić "Bóg go przyjął". Dzięki Bogu moja przyszłość w wieczności nie jest skazana na bezdomność i poniewierkę. Mam ufność w Boże miłosierdzie, że jako poturbowany przez życie grzesznik, znajdę bezpieczne schronienie i opiekę w ramionach Ojca. Odetchnę uratowany, jak turysta docierający przed nocą do schroniska - czy jak kapitan, bezpiecznie wracający z morza do portu.

Na marginesie chciałbym jeszcze wskazać jedną niekonsekwencję celebryty. Wytyka Bogu, że jako egoista zabrał matkę dzieciom, a w jego środowisku (sam często takie osoby chwali i zaprasza), zabrać ojca czy matkę dzieciom przez rozbicie małżeństwa traktowane jest jako postępowe i nowoczesne i na dodatek z miłości. Raz w życiu błogosławiłem ślub celebrytów – żałuję tej straconej godziny – kobieta rzuciła męża dla innego [oczywiście w medialnej otoczce] – do dziś nie wiem, po co się pchała przed ołtarz. Tyle marginesu – wracamy do śmierci.

 

Pokarm, aby żyć.

I właśnie w czasie mszy pogrzebowej – wbrew temu co mówi celebryta – Kościół troszczy się o tych co pozostali, zapraszając ich do Komunii, do Sakramentu Eucharystii, który jednocześnie zawiera tragizm, niezrozumienie, okrucieństwo krzyża, jak również triumf, nadzieję, siłę i życie poranka wielkanocnego. Dlatego dla mnie smutne są te pogrzeby, gdzie do Komunii przystępuje tylko kościelny. Inni zamiast przeżywać ból wsparci nadzieją i pokojem, które daje Zmartwychwstały, wybierają bezsilność. Smutne są twarze, w których widać rozpacz. Nie chcę wgłębiać się w te przypadki, gdzie ludzie mają wiarę, ale nie potrafią definitywnie odrzucić grzechu (np. żyjący w konkubinatach), ale mówię o tych, którzy nie wierzą w moc Boga, którym wiara jest obojętna a sakramenty zbyteczne i niepotrzebne.

 

Nieśmiertelność.

Powiedzmy więc o świetle – zaczerpnijmy ze Słowa. Jesteśmy stworzeni do nieśmiertelności, ale nie tej z komiksowych czy bajkowych opowieści. Nieśmiertelności, do której zaprasza nas Bóg, która niszczy śmierć. Św. Paweł ukazuje nam to w słowach „A kiedy już to, co zniszczalne, przyodzieje się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność, wtedy sprawdzą się słowa, które zostały napisane: Zwycięstwo pochłonęło śmierć” - (1 Kor 15,54). Nie jest to scenariusz filmowy szukający cudownego źródła wiecznego życia na ziemi. Nie szukamy świętego Grala, nie chcemy być wiecznie żyjącym demonem wysysającym krew, nie pociąga nas nieśmiertelna wiedźma, upiór, duch, … czy wypowiadający kwestię „pozostać może tylko jeden” Christopher Lamber. A jeśli nie nieśmiertelność to przynajmniej długowieczność – tego pragnie świat dzisiejszy. Może dlatego Halloween próbuje szukać radości w szkaradzie i śmierci.

 

Mieszkanie w niebie.

Bóg, który „otrze z oczu wszelką łzę” przygotował nam mieszkanie, gdzie śmierci już odtąd nie będzie, ani żałoby, ni krzyku, ni trudu (zob. Ap 21,4). Nie chodzi tu o szukanie śmierci i odrzucenie życia, bo to jest darem Boga. Póki żyjemy możemy kochać i nieść innym pociechę, dlatego walczymy o życie, dlatego nie wolno go nam zmarnować, przeżyć byle jak. Większy jest jednak dawca daru. Kiedy wiec zapalamy lampkę na grobie naszych bliskich, nie jest bez znaczenia, jaki obraz Boga wyznaję – bo albo taki gest będzie znakiem wiary i nadziei, albo bezsilności i wyrzutu. Nie masz co się lękać - Bóg nie jest bezlitosnym obcym łowcą z Predatora, czy eliminującym wszelkie anomalie agentem z Matrixa. Nie manipuluje przy naszym losie, ale wypowiada się, zachęca, wzywa, powołuje. Jest lekarzem a nie chorobą, wybawcą a nie katem.

Bóg szanuje nasze wybory, kiedy nie przyjmujemy Jego darów a Go odrzucamy, kiedy trujemy siebie czy wzajemnie się zabijamy. Szanuje dane nam prawa natury, nawet jeśli niosą nam one śmierć i przemijanie. Ale i tak Bóg jest ponad to. Daje nam natchnienia aby z chorobami walczyć, daje nam serce, aby chorego kochać. O tym też nie wolno nam zapominać. Osobiście – nawet jeśli będę kiedyś musiał umrzeć, chciałbym umierać otoczony modlitwą i miłością, tak jak pragnę żyć, wspierany modlitwą i miłością. Jakie życie – taka śmierć. Jeśli życie jest w Bogiem, to i śmierć będzie z Bożą obecnością. W konfrontacji śmierć konta Bóg – zwycięzca jest znany – Jezus.

Zanim więc wybierzemy się na cmentarz, warto zastanowić się nad tym, czy może nie przejąłem w jakimś zakresie fałszywego obrazu Boga? Warto też pomodlić się np. księgą Psalmów - polecam.

„Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” (J 11,25-26).

 

 

Epilog: Jeśli przyrównać naprawianie (reformę, poprawianie) Kościoła do naprawiania sprzętu elektronicznego, to problemem wielu naprawiaczy nie jest uszkodzony sprzęt, ale to, że nie jest on podłączony do prądu i dlatego nie działa. Próby naprawiania czegoś co jest sprawne, najczęściej skutkują tylko uszkodzeniem i utratą gwarancji. „Nie znając Pisma ani mocy Bożej” możemy naprawiać i majsterkować, ale to nic nie zmieni. Warto odważyć się i poznać Pisma oraz moc Boga – to rodzi wiarę, a ta umacnia miłość i nadzieję. Czysty zysk.

 

 

Ps. Mówiąc więc o sprawach duchowych, że coś jest bardziej od czegoś, albo coś nad czymś np. „nie mądrość słowa, to miłość ma moc otwierać ludzkie serca” – musimy uważać, aby po pierwsze nie pomniejszać roli Boga w naszym życiu ani nie idealizować człowieka, a po drugie nie robić z naszej ignorancji cnoty. Z tego, że czegoś nie wiem, albo nie rozumiem, nie wynika, że to co wiem jest właściwe. Warto wracać do logiki i kiedy na myśl przychodzi nam alternatywa (OR) warto sprawdzić, czy nie lepszym operatorem jest koniunkcja (AND). :) I choć układ zero jedynkowy jest jasny i klarowny, to warto przy jego stosowaniu pamiętać o „stanie trzecim” czyli należy uwzględnić czas dochodzenia do prawdy czy fałszu (jak przy układach asynchronicznych) – ach to skażenie studiami na PW - koniec zawiłego Ps-a.

Ps2. Ostatnio mama mojej znajomej zmarła po ciężkiej chorobie. Przed śmiercią powiedziała córce, że ma nie mieć pretensji do Boga o jej umieranie. Przypadkiem spotkałem znajomą i pytam "jak się trzyma". Odpowiedziała "Muszę być silna, choć po nocy płaczę. Ale nie wyobrażam sobie, jak można takie wydarzenie przeżywać bez wiary. Współczuję niewierzącym, którzy śmierć najbliższych przeżywają bez nadziei na życie wieczne".

Ps3. Adekwatne do treści notki są słowa abp. Wiktora Skworca z niedawnego pogrzebu ofiar wybuchu gazu w Katowicach: "Pogrzeb dziennikarzy i ich syna", szczególnie te o dawaniu płytkich pouczeń.

Liturgia dnia

Sł. Boży ks. Kard. Stefan Wyszyński

Pray for peace!

 

Kromka Słowa!

Pontifex_pl


Śledź na bieżąco nauczanie papieskie na wiara.pl

Papieski twitter

Świętość nie oznacza robienia nadzwyczajnych rzeczy, ale jest robieniem tych zwyczajnych z miłością i wiarą. Holiness doesn’t mean doing extraordinary things, but doing ordinary things with love and faith. (5.12.2013)

Biblia

Bądź za życiem!

Dowiedz się! Co oznacza ΦΩΣ-ΖΩΗ? Czym jest Ruch "Światło-Życie"

oraz jego gałąź rodzinna Domowy Kościół

a także dzieło Krucjata Wyzwolenia Człowieka ?

 Ks. Franciszek Blachnicki
 

 Ks. Wojciech Danielski

    

Odwiedza nas 77 gości oraz 0 użytkowników.

Odsłon artykułów:
5889987

 Copyright © 2020 Jezus jest Panem! Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. Strona istnieje od: 10.04.2001 r. 
Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania materiałów znajdujących się na tmoch.net (szczególnie autorskich grafik i fotografii) bez zgody właściciela witryny. Niniejsza witryna jest w ciągłym rozwoju; strony są dodawane, modyfikowane i... czasami niektóre usuwane. Czasem pozwalam sobie modyfikować, poprawiać bądź uaktualniać już istniejące notki. Taki już jestem :) Aby wesprzeć dzieło ewangelizacyjne "tmoch.net", zobacz zakładkę "wsparcie" [->].