
świadectwo
spotkania Jezusa
(zarys)

Moja droga do furty seminaryjnej obfituje w wiele wydarzeń: w chwile łatwe i trudne, radości i kryzysy. Jest ona jednak dla mnie oczywistym znakiem przedziwnej obecności i działania Jezusa w moim życiu. Choć wielokrotnie Go nie zauważałem - to dziś - z perspektywy czasu widzę jak wiele wydarzeń zaowocowało we mnie dobrem i jak bardzo się zmieniłem. Jest czasem poznawania siebie, mojego miejsca w świecie - a szczególnie mojego miejsca w Kościele - diakonii na rzecz Mistycznego Ciała Chrystusa. W stopniu najwyższym jest ona moim osobistym doświadczaniem wiary, poznawaniem siebie - swoich ograniczeń i talentów, a przede wszystkim jest czasem mojego nawracania się i postępującego we mnie procesu uzdrowienia.
Od wielu lat (przeszło 13 lat), czyli od czwartej klasy szkoły podstawowej, przez ogólniak i studia, byłem członkiem Ruchu Światło-Życie. Jak widać wiele czasu w nim spędziłem, jednocześnie wiele z niego czerpiąc. Stał się on dla mnie przestrzenią, w której miałem możliwość otworzyć się na to co wieczne. Wraz z moją wspólnotą diecezjalną uczestniczyłem w wielu rekolekcjach oazowych, jak również miałem łaskę brać udział w formacji w ramach Diecezjalnej Szkoły Animatora Ruchu Światło-Życie im. ks. Wojciecha Danielskiego (DSA) i po jej ukończeniu otrzymać błogosławieństwo i krzyż animatorski w Krościenku. Formacja ta pokazała mi bogactwo charyzmatu Ruchu, pozwoliła poznać siebie i dać Jezusowi możliwość dostępu do mnie jako, że byłem osobą bardzo zamkniętą w swoim własnym świecie. Taką możliwość znalazłem zarówno w formacji deuterokatechumenalnej, ale najbardziej przez rekolekcje wakacyjne i zimowe KODAM-y. Z czasem na rekolekcje wyjeżdżałem już jako animator i tak samo [a nawet mocniej, bo z wiekiem się mądrzeje :)] doświadczałem działającego w moim życiu Boga. To spotkanie owocowało tym, że doświadczenie cierpienia w postaci kilku operacji i pobytów w szpitalu, stawało się dla mnie rzeczywistością pogłębiającą moją wiarę i wyzwalającą mnie z mojego chorego perfekcjonizmu.
Po zdaniu matury znalazłem się w nowym mieście (WARSZAWIE), nowym środowisku, wśród nowych ludzi. Nowe wyzwania i nowe sytuacje. Nie jako zostałem odcięty od korzeni (przyjaciół), od środowiska w którym miałem oparcie. Zupełnie sam, ale na szczęście nie do końca. Mogę powiedzieć, że pierwszy semestr był dla mnie czasem prawdziwej pustyni duchowej, nawet do tego stopnia, iż bliski byłem zrezygnowania z bycia w Kościele. Straciłem wiarę w skuteczność działania Jezusa w moim życiu. Nie wystarczały mi zapewnienia, że jakoś to będzie - bo ja sam sobie z sobą nie radziłem i wydawało mi się, że Jezusa też to nie rusza. Bo przecież nic się nie zmienia, a ja chcę ... ja proszę ... i nic.

Pomimo to, Jezus nie zapomniał o mnie - choć to pewnie ja o Nim zapomniałem. Przez lata studiów związałem się ze wspólnotą akademicką Ruchu przy parafii Św. Jakuba Apostoła w Warszawie. Trafiłem tam zupełnie przypadkowo, gdyż zmieniłem miejsce zamieszania na pobliski akademik. Mój współlokator poinformował mnie, że tu obok w kościele powstała właśnie wspólnota akademicka Ruchu i że spotykają się w poniedziałki o 20:00. Ponieważ i tak wieczory miałem wolne, postanowiłem jakoś "twórczo" wypełnić wolny czas. Poszedłem na spotkanie a Jezus już sam dopełnił reszty. Wszystko powoli zaczęło się we mnie porządkować. Pustka, którą odczuwałem zaczęła się wypełniać. Jest to dla mnie wyraźny znak Jego opieki, bo nie miałem żadnego wpływu na to, co się we mnie wydarzyło. Ktoś powie, że to tylko przypadek, zlepek nic nie znaczących uczuć czy wydarzeń. Ja tak, z perspektywy czasu wcale nie myślę. Było to dla mnie osobiste żywe świadectwo (dowód), że Jezus to nie tylko postać historyczna, ale że jest On Bogiem który kocha - kocha mnie. To tu doświadczyłem poważnego nawrócenia (oddania mojego życia Jezusowi), odnowienia mojej WIARY i więzi z JEZUSEM, co ostatecznie (po trzech semestrach) zaowocowało moją decyzją wstąpienia do seminarium. Sama decyzja jest efektem głębokiego zastanawiania się nad tym jaka jest wola Boga co do mojego życia (rozważanie tego co we mnie zdziałał). Było to wiele godzin stawania na modlitwie, konfrontowania słowa Bożego z moim życiem. Zastanawiania się czy to jest Boża wola, czy tylko mój wymysł. Chwile też ludzkiego rachowania, czy dam radę, czy to nie za trudna decyzja, czy nie lepiej skończyć studia? Ludzki Tekstem który mi towarzyszył były słowa Piotra, po cudownym połowie ryb: "Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny!" i odpowiedź Jezusa "Nie bój się! Odtąd ludzi będziesz łowił".
Jezus 'wiedzy' stał się dla mnie nagle Jezusem żywym - już nie "intelektualnym" bo zmartwychwstałym, który mnie bezgranicznie kocha - takim jakim jestem - chce mi pomagać i ma prawo mnie powołać. Przez cały ten czas widzę jak "Dobry jest PAN" (Ps. 34, 9). Jak w przedziwny sposób kieruje moim życiem a Swoim Słowem pomaga w moich wyborach. Nie mam żadnych wątpliwości, że ON istnieje oraz że KOCHA mnie i każdego wielką MIŁOŚCIĄ. Widzę jak w historii działał DUCH ŚWIĘTY i widzę Jego działanie w moim życiu, również w chwili obecnej. Sam z siebie bowiem jestem słabym i grzesznym człowieczkiem i dobrze wiem, że tylko Jezus może mnie zbawić (sam siebie nie zbawię), bo tylko On zmartwychwstał i dlatego jest moim PANEM i ZBAWICIELEM. Dzięki temu rewelacyjnemu odkryciu jestem tym, kim kiedyś nawet nie marzyłem być. Jemu w tym chwała i uwielbienie przez wieki.
Teraz świadomie chce kroczyć droga powołania, oddając Mu swoją grzeszność, słabość, niedomagania, ..., abym tylko mógł pełnić jego wolę. Pełnić ją świadomie, gorliwie, godnie i z miłością. Dlatego na koniec proszę o waszą modlitwę, bo od tego naprawdę wiele zależy. Będę wam za nią bardzo wdzięczny.

Jestem tym, kim teraz jestem, dzięki łasce Bożej.
tm. (2002)